30 marca 1920

Złodziejska kurtyzna.

Czytało się już setki ogłoszeń pod adresem złodziejów, gdzie poszkodowany w czułych. słowach stara się skruszyć serce urwipołcia, i nakłonić go do oddania choć części łupu. Najczęściej okradziony traktuje swego krzywdziciela z pewnym szacunkiem i nie nazywa go złodziejem, lecz łaskawym znalazcą.

 

Nieraz myślałem nad tein, czy trafił się choć jeden „znalazca", któryby poruszył się głosem błagającej ofiary.

 

A jednak...

 

Niedawno pojawiło się w naszem piśmie ogłoszenie o zgubieniu portfelu i dokumentów wojskowych, prawdopodobnie w Sukiennicach. Właściciel prosił o zwrócenie dokumentów w wynagrodzeniem.

 

Łaskawy znalazca wprawdzie sam się nie zgłosił, ale nadesłał list, nie pozbawiony pewnych objawów wielkoduszności i kurtuazyj.

 

List podajemy z zachowaniem oryginalnej pisowni.

 

„Szanowny Panie pańskie papiery są wżucone Do puszki Na g,łuwnej poczcie skradzione były w sukiennicach w niedziele dnia 25 zapytuję sie pana Dlaczego było tak mało pieniędzy w portfelu Bo tylko 7 koron papiery tam można Odebrać

 

Aca Donagrody tobym Mógł oiszymać Ale Dwa miesiące a więc zbyteczne Dowidzenia

 

Spoważaniem Złodziej".

 

List pisany nieuczenie, ale szczerze, a fakt odezwania się sumienia w bandycie świadczyłby, te i w złodziejach drzemią lepsze i szlachetniejsze uczucia.

 

Inteligenta przez lat kilka łupił wytrwale spekulant wiejski, miejski i paskarz.

 

Gdyby jeszcze ci wyższego rzędu „znalazcy" znaleźli w sobie iskrę poczucia i starali się krzywdę wyrządzoną inteligentowi wynagrodzić choćby zaprzestaniem dalszego łupienia skóry!

 

A więc wielcy i mali „znalazcy" wstąpcie na drogę choćby półuczciwości i kurłnazyi, którą wam wskazuje fenomenalny list złodzieja.

 

Rybałt.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 12-02-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.