23 stycznia 1920

Z niedzieli.

Pierwsza niedziela wiosenna! Czuć ją było w powietrzu, w zapachu ziemi ogrzanej jasnem słońcem, w promieniach samego słońca, wyzłacającego nagie jeszcze drzewa i brudne dachy krakowskie. Ulice i planty zaroiły się ludźmi, dźwigającymi jeszcze na barkach zimowe okrycia i futra. Na ogół jednak palta doznały już wiosennego lekceważenia. Ten wierny przyjaciel człowieka w zimie skazany już jest z góry na zapomnienie i banicyę do szaf, kufrów, bodaj czy nie lombardów! Zwykła to wdzięczność ludzka, której zobrazowaniem na wiosnę jest piec i palto.

Myśli się o ruch, troszczy i trapi, odczuwa ich brak, uczy cenić wartość w zimie. Na wiosnę ignoruje się i zapomina. Stolice zastępuje i pico i palto. Czy pierwszy lub drugie mogą mieć o to pretonsye do słońca? Nie!... A do ludzi?... Chyba także nie!

 

Wczorajsze słońce wiosenne, to słońce, do które, go przywiązane jest tyle nadziei — nowe słońce pokoju, nowa wiosna ludów, błogosławieństwo urodzajów, obfitość chleba i mleka, zdrowie chorych, odmłodzenie starych piastun dzieci, słońce, wzywające do miłosci.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 05-03-1918

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.