23 stycznia 1920

Kraków w śnieżnej szacie

wyglądał wczorajszej niedzieli uroczyście i godowo, zwłaszcza że na ulicach miasta pojawiły się lat sanki, odgłosem dzwonków przyczyniające się skutecznie do wytworzenia nastroju zimowego. Wprawdzie na tym śnieżno-białym kostyumie naszego Gawronowa w porannych i południowych godzinach nie brakło rozlicznych plam, jakich dostarczały wielkie bajora błota, wzorzyście bramowane topniejącym śniegiem. Pocieszano się atoli nadzieją, iż w ciągu nocy mróz zatnie krakowskie błotko, a poranek poniedziałkowy powita nos znowu ślizgawica i gołoledzią: złowróżbnemi zwiastunami licznych upadków.

 

Z zadumą na czole rozmyślaliśmy melancholijnie nad roztaczającą niepodzielnie swe panowanie zimą, niosącą groźną zapowiedź nowych trosk ograniczeń, nowych niedostatków i niekończącej się udręki powojennego bytowania.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 18-11-1919

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.