18 maja 1922

Pogoda

Nareszcie ciepło.

Po dłuższych mrozach przyszła coprawda niepożądana, zwłaszcza w Krakowie, odwilż. Termometr wskazywał wczoraj w południe w siewu +20 C. Takie już czasy, że cokolwiek wywołuje witany atmosferyczne, odbija się niekorzystnie na ludności. Jest mróz —źle, bo niema węgla, jest odwilż — źle, bo toniemy naprawdę w oceanach błota, a wojenne butiki chętnie i skwapliwie przepuszczają wodę. Z dwojga złego lepszy jat katar od zapalenia płuc lub odmrożenia.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 22-11-1919

Kraków w śnieżnej szacie

wyglądał wczorajszej niedzieli uroczyście i godowo, zwłaszcza że na ulicach miasta pojawiły się lat sanki, odgłosem dzwonków przyczyniające się skutecznie do wytworzenia nastroju zimowego. Wprawdzie na tym śnieżno-białym kostyumie naszego Gawronowa w porannych i południowych godzinach nie brakło rozlicznych plam, jakich dostarczały wielkie bajora błota, wzorzyście bramowane topniejącym śniegiem. Pocieszano się atoli nadzieją, iż w ciągu nocy mróz zatnie krakowskie błotko, a poranek poniedziałkowy powita nos znowu ślizgawica i gołoledzią: złowróżbnemi zwiastunami licznych upadków.

Śnieżyca we Lwowie.

Ze Lwowa telefonują: Z powodu olbrzymiej śnieżycy pociągi osobowe przybyły wszystkie we wtorek do Lwowa z wielkiem opóźnieniem. Ruch tramwajowy w mieście odbywa się z przeszkodami. Śnieg pada dalej.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 06-11-1919

Śnieżyce w całej Polsce.

Nasz korespondent warszawski (Z) telefonuje: Od rana pada w Warszawie gęsty śnieg, ulice zawalone, tramwaje nie kursują. Z prowincyi nadchodzą też wiadomości o silnych opadach śniegowych. Wobec tego nie wykluczone jest tu i ówdzie wstrzymanie komunikacyi kolejowej.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 18-11-1919

Śnieg z deszczem

padał przez cały dzień wczorajszy, zamieniając nasze miasto w wielkie rozkoszne bagnisko, zasilane skutecznie nagromadzonemi po ulicach i placach zbiornikiami błota i śmieci. Jak wobec tego wyglądały usiłowania lokomocyi przymusowych peregrinatorów — przekonał się który, kto wczoraj brał udział w tej wesołej zabawie zwanej „ruchom ulicznym" w Krakowie. Swoiście wesoły nastrój — aczkolwiek szubienicznego gatunku — wywoływały u przechodniów zwiększające się wskutek wilgoci dziury w butach, mocno nadszarpnięte zębem czasu połatane parasole z połamanemi drutami, oraz nowszej prowoniencyi kapelusze, przepuszczające wodę deszczową niby przez sito na udręczone troskami aprowizacyjnerni głowy Krakowian,