24 września 1920

Pogoda

Mróz.

Teogroczna zima zaznaczyła się wczoraj poraz pierwszy w tym roku tęgim mrozem, który w godzinach porannych dochodził do 12 stopni. Dla ludzi pozbawionych ciepłego ubrania, obuwia i węgla, mróz wczorajszy był tragicznem „memento”... nadchodzącej zimy.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 22-12-1917

Kaprysy zimy.

Wbrew wszelkleinu spodziewaniu i przepowiadaniom domorosłych meteorologów zima, jakkolwiek rozpoczęta już oficyalnic kilkakrotnym śniegiem, faktycznie zawodzi i kaprysi. Po kilkudniowych nocnych przymrozkach i dniach bezsłonecznych termometr nieco się podniósł ponad zero, skutkiem czego spadły śnieg stopniał, powodując chlapę i błoto nie do przebycia. Ulice i trotoary zalało rozwodnione błoto, z dachów i rynien spadają strumienie wody, a przejeżdżające pojazdy i fiakry bryzgają błotem ni oble strony ulicy. Ruch uliczny zmalał, bo na tak brzydki czas wychodzi tylko kto musi. Ludzie skarżą się na słotę drożyznę, błoto i zimno.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 11-12-1917

Wiosna w grudniu

Dziwnie poczyna sobie z nami nadchodząca zima. Po szeregu dni niebywałych wichrów przeplatanych zimnym deszczem i śniegiem spodzie waliśmy się bezpośredniego nastania mrozów. Tymczasem nadeszły dnie piękne, spokojne i cieple, przypominające zupełnie kwietniową aurę. Kasztany przy gościńcach za m iastem wypuściły młode lśniące sokiem pąki, na łąkach pojawiają się tu i ówdzie pierwiosnki. Przepowiadano, że tegoroczna zima będzie rychłą i mroźną. Dzięki Bogu, pierwsza część tej przepowiedni nie sprawdza się — być może, że i druga jej część nie spełni się z całą ścisłością. Byłoby to bardzo pożądanem dla nieszczęśliwej ludności, pozbawionej dziś w większej części węgla, obuwia i ciepłego odzienia. Może niabo okaże się dla nich litościwszem niż różne komitety, centrale, od których, daremnie ratunku wyglądają.!
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 2-12-1917

Zima

Srogi sprzymierzeniec głodu i niedoli wojennej z całą brutalną bezwzględnością najechał miasto nasze. Poprzedzona niebywałemi wichurami i chłodem ostatnich 2 dni — zima objęła swe rządy. Zrana panowała już ziamieć przy dość mroźnym wietrze, chwilami błyskało co prawda słonce, nie wpłynęło ono jednak na podwyższenie temperatury. Pod wieczór zadymka zamieniła się w formalną zamieć zasłaniającą wszystko na dwa kroki. Śnieg zaczął marznąć tworząc ślizgawicę. Konie wygłodzone nie mogę się utrzymać na nogach i padają masowo, o ile o masie koni można w obecnych czasach mówić.
Ilustrowany Kuryer Codzienny, 5-12-1917

Śnieg spadł dziś nad ranem

i ubrał dachy w biel. Na latarniach osadziły się czapeczki białe z śniegu, który rozłożył się również kobiercem na trawie w plantacjach i okrył świerki małe, umieszczone na gazonach wśród ulic. Chodniki i bruki wchłonęły w swe błoto niepokalaną biel śnieżną.

 

Kurjer Poznański, 27-11-1917