22 maja 1922

Krakowskie derby footballowe

Cracowia—Wisła 3:1 (1:0).

Już dawno nie widzieliśmy na matchu tylo tysięcznej publiczności co wczoraj. Rozgrywały bowiem nasze „Derby" footballowe Cracovia i Wisła.

 

Kto tylko kiedykolwiek słyszał o piłce nożnej przybył wczoraj na boisko Cracovii by być świadkiem zawodów, mogących w wysokiej mierze rozstrzygnąć, któremu z klubów przypadnie mistrzostwo Galicyi i srebrny puhar „Ilustr. Kuryera Codziennego".

 

 

Po matchu rezerw weszła na boisko Wisła, przy witana gromkimi oklaskami widzów. Robi niezwykle dodatnie ważenie. Gracze rośli, zwinni a po próbnym treningu okazuje się ich wcale dobra technika i celność strzału. To też na temat wyniku rozmaicie kombinowano.

 

Po chwili wchodzi Cracovia. Bura oklasków, długo niemilknącą witała publiczność swych ulubieńców. Na widok napadu biało-czerwonych rośnie pewność, iż Cracovia z zawodów zwycięską musi zejść.

 

Na ustach wszystkich to Kowalski, Tadziu, Antek lub Synowiec. Ci nie dopuszcza do przegranej! ci rozstrzygną o zawodach. I tak też było. Gracze owi (jak i cala drużyna) pracą i ambicyą swa odnieśli tak piękne i trudne zwycięstwo.

 

Jeszcze publiczność nie przypatrzyła się do syta swym faworytom, gdy sędzia p. Dżułyński daje znak do rozpoczęcia zawodów. Kapitanowie obu drużyn Synowiec i A. O. losują bramki. Kapitan Wisły wybiera bramkę za słońcem i wiatrem, Cracovia rozpoczyna grę.

 

Przebieg zawodów.

 

Pod sionce i wiatr rozpoczyna Cracovia grę, atakiem ku bramce Wisły. Piłka momentalnie znajduje się pod bramką czerwonych, jednak chwyta ją — zresztą nie niebezpieczną przytomny bramkarz. Piłkę oddają backi swemu napadowi i ci dłuższy czas zagrażają poważnie bramce Cracovii a raz nawet — tylko wskutek braku przytomności napadu Wisły pod bramką przeciwnika — nie uzyskali zupełnie pewnego goala. Cracovia, widzac, iż ma nielada przeciwnika rozwija energiczne tempo i przeprowadza jeden atak po drugim na połowie Wisły. W 16 m. uzyskuje Cracovia cornera. Prochoski bije. Piłkę dostaje któryś z backów Wisły, jemu niezmiernie sprytnie wybił Jałowiecki i strzela pierwszego goala. Długo niemilknące oklaski zachęcają Cracovie do energiczniejszej gry. Wszelkie jednak wysiłki tak Wisły jak i Cracovii nie wieńczy skutek. Żadna z drużyn nie zdobywa do pauzy więcej bramek. Pauza 1:0.

 

Po pauzie tempo gry staje się coraz większe. W 5 m. pada ostry strzał ku bramce Cracovii, bramkarz odbija, jednak piłkę dostaje lewy tacznik Wisły i z odległości zaledwie trzech kroków strzela dla swej drużyna jedynego goala. Od tej chwili piłkę posiadają jedynie napastnicy tj. Cracovia i już w 2 m. później uzyskuje Poznański z podania Kowalskiego wprost „bajecznego" goala. Gra toczy się jedynie na połowie Wisły. Liczne ataki udaremniają backi i bramkarz. Dopiero w 30 m. Kowalski otrzymawszy plikę od lewego skrzydła „przedriblował” trzech napastników i zdobywa trzeciego goala. Do końca gry stosunek się nie zmienił. Schodzące z boiska drużyny żegnali niezwykle owacyjnie zwolennicy obu klubów.

 

Trudne zadanie sędziego pełnił p. Dżułyński ze Lwowa. Pod jego adresem podajemy, iż sedzia nie powinien powodować się wykrzykami publiczności.

 

Poszczególnych graczy obu drużyn trudno ocenić. Wszyscy grali jak najlepiej. Na wczorajszy match przyjechał w automobilu p. Robert Traub, który przed czterema tygodniami na matchu złamał nogę. Licznie zebrana publiczność sympatycznego gracza niezmiernie owacyjnie witała. Jak się dowiadujemy, p. Traub jest już zupełnie zdrów i za kilka tygodni opuści łoże. W przyszłym sezonie zobaczymy go na boisku sportowem.

 

Ilustrowany kuryer codzienny, 16-06-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.