29 października 1920

Życie w mieście.

Z chwilą ogłoszenia zarzadzenia krakowskiej komendy twierdzy o ewakuacyj Krakowa zapanował gorączkowy ruch.

 

Jedni, bardziej bojaźliwi, (jest ich tysiące) postanowili miasto opuścić i w tym celu zdążali tłumnie do dyrekcyi policyj o pozwolenie na wyjazd. Toteż w ulicach prowadzących do dyrekcyi policyi panował taki ruch osobowy i kołowy, jaki się widzi chyba w Londynie. Oba dworce tak osobowy jak i towarowy obirerane są przez uciekających mieszkańców. Przy kasach ścisk i hałas nie bywały. Kasyerzy kolejowi nie są w stanie podołać pracy. Do kas docisnąć się nie można, „góry" pakunków czekają na ekspedycyę, a tu bezustannie tłumy ludzi bądź pieszo, bądź doróżkami, naładowanemu pakunkami i pakuneczkami zdążają ku dworcom.

 

 

Drudzy zaś postanowili za wszelką cenę w mieście pozostać, nie obawiają się niczego, ani bombardowania ni oblężenia. Dla nich nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Stosownie jednak do obwieszczenia komendy twierdzy muszą się zaopatrzyć w żywność.

 

To też w sklepach spożywczych panował ruch niezwykły. Krakowianie od wczesnego ranka czynią zakupy rozmaitych wiktuałów. Kupowali w takich ilościach, iż sami mogliby... otworzyć sklepy. Szereg sklepów zaniknięto z powodu wysprzedaży towarów.

 

Ruch pojazdów wojskowych coraz większy. Ulicami miasta przejeżdżają stale liczne szeregi automobilów z dygnitarzami wojskowymi, Czerwonego krzyża, doróżek oraz wozów meblowych z rannymi z pól bitwy. Cichy Kraków żyje obecnie życiem nerwowem, przyspieszonem i przeżywa chwile, jakich nikt nie pamięta.

 

Mamy nadzieję, że chwile te niedługo już pomyślnie dla nas się skończą, a Kraków cichy wróci znów do swego spokojnego życia.

 

Oby jak najprędzej!

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-09-1914