21 listopada 1917

W szarudze jesiennej.

Jesienna szaruga rozpoczęła w dniu wczorajszym swój sezon. Mieliśmy więc prawdziwie krakowskie błota (bez żadnych naturalnie aluzyi politycznych) i pierwszy w tym roku kapuśniaczek, który spóźnił się o jeden dzieli, nie chcąc widocznie, aby w tych ciężkich wojennych czasach, gdy nawet przyzwyczajone do stałego postu szkapy dorożkarskie zdychają z głodu — św. Marcin rozbilal się na białym koniu... Musiał więc ten patron obejść się bez konia, no i bez gęsi, w czem niema zresztą nic dziwnego, skoro mieszkańcy Krakowa muszą stale obywać się bez chleba, mąki, węgla itp. miłych... wspomnień z okresu przedwojennego...

 

Wczorajsza aura przyniosła nam jednak nie tylko prawdziwe błoto i surogat śniegu, ale i głęboką refleksyę metereologiczno-ekonomiczną: im niżej spada temperatura, tem wyżej podskakują ceny... Odczuli ją dotkliwie wczoraj ci, co drżąc z zimna i tonąc dziurawemi butami w błocie, mogli tylko oddawać się melancholijnym rozmyślaniom na temat podwyższonej taryfy krawców i szewców...

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 15-11-1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.