18 stycznia 1921

Tchnienie zimy.

Kto wyszedł wczoraj rano na ulicę, ten mógł zauważyć kałuże wody, skrzepnięte warstwą lodu, gruby szron na dachach i zaścielający chodniki różnobarwny „pers" upadłych liści. Przejmujacy wiatr północno-wschodni, jaki przyszedł do nas od wschodu, przybliżył zimę o jeden wielki krok. Zdawałoby się, że to zły bóg bolszewicki chce się mścić za doznane porażki orężne i dyplomatyczne. Niektóre drzewa są już ogołocone zupełnie z liści, zwłaszcza przyzwyczajone do cieplejszych klimatów kasztany. Zwarzone liście akacyi i mniejszych krzewów jeszcze się trzymają ostatnim wysiłkiem zagrożonego życia.

 

Temperatura 5-stopniowa, jaka trwała przez cały dzień, nie nastrajała wesoło licznych zziębniętych przechodniów, dygocących swymi inteligentnymi członkami, których nie pokrywało żadne burżujskie, czy paskarskie futro. Liczne wozy z węglem stawały przed piwnicami, jednak nie tych, którzy żyją ze swych poborów urzędniczych, czy... dziennikarskich. Węgiel, to dziś czarny dyament, już także z racyj swojej ceny i rzadkości. Nadchodzi zima, epoka rozrywek, balów, karnawałów i bobsleighów dla bogatych — okres ciężkiej troski i cierpień dla umysłowo pracującego proletaryatu.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 22-10-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.