26 września 1920

Z ziem polskich

O węgiel i żywność.

Koleje tutejsze przewożą do Warszawy 90 wagonów ładunków spożywczych dziennie i około 20 wagonów dziennie wegla. Ponieważ ilość ta jest niewystarczająca, tutejsze władze administracyjne wszczęty starania o podwyższenie tej normy do 100 wagonów dziennie.

 

Kurjer Poranny, 18-09-1914

Z żeglugi.

Z powodu utrudnionej komunikacji kolejowej i braku .Pewnych produktów w mieście zarząd wojskowy ochrony Wisły zdecydował wydawać pozwolenia na kursowanie po Wiśle barek towarowych. które na to uzyskaja każdorazowe pozwolenie. W ostatnich dniach ta droga sprowadzono kilkanaście ładunków zboża.

 

Kurjer Poranny, 18-09-1914

Sprawa grzybobrania.

Na zbieranie poziomek i grzybów w lasach królewskich potrzeba, jak wiadomo, osobnego zezwolenia piśmiennego, za które zarządy leśne pobierają pewną opłatę. Ażeby ludności zwłaszcza uboższej uprzystępnić zbieranie płodów leśnych, minister rolnictwa wydal do wszystkich regiencji okólnik. według którego dotychczasowa opłata za piśmienne pozwolenie na zbieranie jagód i grzybów zniżona być ma na 5 fen. Pozwolenie wystawione na nazwisko głowy rodziny, ma zarazem upoważniać dla wszystkich członków odnośnej rodziny.

 

Kurjer Poznański, 19-09-1914

Z miasta (szpitale).

Szpital na Powiślu.

Przy ulicy Czerniakowskiej w obrębie portu, w budynku parterowym, murowanym, zarządu komunikaty], lądowej i wodnej, zajmowanym przez służbę wiślano-portową, są obecnie dokonywane urządzenia szpitalne z pomieszczaniem na 20 lłóżek dla rannych. Kilka lóżek z kompletną pościelą i bielizną ufundowali przedsiębiorcy robót regulacyjnych na Wiśle.

 

Nowy szpital.

Związek fabrykantów metalurgicznych postanowił własnym kosztem utrzymywać szpital, na 25-30 łóżek. Według wszelkiego prawdopodobieństwa związek wejdzie w porozumienie z właścicielami jednej z lecznic prywatnych. Sprawa ta w tych dniach ostatecznie będzie zdecydowana.

Galicyanie na Śląsku.

Z Cieszyna donosszą nam: ludność Galicyi Wschodniej z konieczności porzucić musiała swe domy i wioski, szukając przytułku w Galicyi zachodniej, na Śląsku i na Morawach. Do zagłębia węglowego zjechały liczne rodziny. Niektóre zdołały zabrać z sobą prowianty, a nawet część dobytku. Do Cieszyna zjechało onegdaj (w niedzielę) około 200 rodzin bezdomnych. Naczelnik stacyi zwrócił się do burmistrza z prośbą o ulokowanie ich. Burmistrz odmówił pomieszczenia. Wobec tego naczelnik udał się do restauratora p. Małysza, który odrazu gorliwie zajął się wyszukaniem mieszkali dla nieszczęśliwych uciekinierów z konieczności. Dla 20 rodzin znalazł pomieszczenie na Bobrku, reszta znalazła tymczasem przytułek u naszych rzemieślników. Poseł ks. Londzin interweniował w sprawie zajęcia się bezdomnemi w c. k. Starostwie.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-09-1914