26 września 1920

Z ziem polskich

Ranni z pod Kraśnika.

W dniu wczorajszym przejechał przez stacyą krakowską dalszy transport żołnierzy rosyjskich, którzy zostali ranni 24 z. m. w wielkiej bitwie w okolicy Kraśnika i odwiezieni do szpitala wojskowego w Tarnowie. Tam się podleczyli i wczoraj odesłano ich jako rekonwalescentów do szpitali na Wegrzech. Byli to przeważnie żołnierze 5 moskiewskiego pułku piechoty; pułk ten został zmobilizowany, jak opowiadali żołnierze rosyjscy, z początkiem sierpnia i z Moskwy odesłany koleją do Chełmu. Stąd pod Kraśnik szedł piechotą przez pola i lasy. Żołnierze zapewniają, że armią, walczącą pod Kraśnikiem przeciw generałowi Danklowi, kieruje generał Iwanow. Armia ta ma liczyć 16 pułków piechoty. Chorągiew 5 moskiewskiego pułku zdobyli żołnierze 56 krakowskiego i wadowickego pułku.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-09-1914

Ewangeliczne rady „Głosu Narodu”.

Wczorajszy „Głos Narodu" podaje ewangieliczne rady dotyczące aprowizacyi ludności. Szczęśliwy kto wierzy, szczęśliwszy kogo stać na spełnienie pobożnych życzeń „Gtosu Narodu"!

 

Trudny wskazówki te brać na seryo, a jeśli nie są kpinami trudno pojąć dlaczego „Głos nar." nie ogłosił je wcześniej! Jak może pobożny dzienniczek przypuszczać, że uboższy mieszkaniec (a takich jest większość) może zakupić naraz i przechowywać w domu 120 kig. mąkl, 50 kg. kasz i gro-chu i t. p. — licząc rodzinę lego choćby tylko na 3 głowy!? W szczegółowym jadłospisie nie pomija „Gł. nar." śledzi i ryb solonych. Atoli w specyalnej adnotacyi zaznacza, że „pozycyę śledzi” opuścić można. Zapewne!

Szef sztabu generalnego Legionów Polskich.

Portretu nie podajemy ze względów cenzuralnych.

 

Kapitan, Włodzimierz Zagórski,

urodzony w St. Martin Lanbosque, we Francyi w r. 1882. Syn majętnej rodziny wczesną młodość spędził na wojażach zagranicznych —zwiedził Włochy, Francyę, Niemcy i Anglię. W r. 1889 osiedlił się w Krakowie, gdzie uczęszczał do gimnazyum III. Sobieskiego, które chlubnie ukończył. Po maturze udaje się na studya do Akademii wojskowej w Wiedniu, gdzie utrzymuje stopień porucznika.

Życie w mieście.

Z chwilą ogłoszenia zarzadzenia krakowskiej komendy twierdzy o ewakuacyj Krakowa zapanował gorączkowy ruch.

 

Jedni, bardziej bojaźliwi, (jest ich tysiące) postanowili miasto opuścić i w tym celu zdążali tłumnie do dyrekcyi policyj o pozwolenie na wyjazd. Toteż w ulicach prowadzących do dyrekcyi policyi panował taki ruch osobowy i kołowy, jaki się widzi chyba w Londynie. Oba dworce tak osobowy jak i towarowy obirerane są przez uciekających mieszkańców. Przy kasach ścisk i hałas nie bywały. Kasyerzy kolejowi nie są w stanie podołać pracy. Do kas docisnąć się nie można, „góry" pakunków czekają na ekspedycyę, a tu bezustannie tłumy ludzi bądź pieszo, bądź doróżkami, naładowanemu pakunkami i pakuneczkami zdążają ku dworcom.

Zduńska-Wola.

Po zajęciu miasteczka —jak donosi „Gaz. 2 grosze" Niemy w kilka godzin opublikowali ludności, aby w przeciągu 6 godzin opuściła miasto. Trudno opowiedzieć, co się działo potem w domach i na ulicach. Po upływie dwóch godzin od ogłoszenia rozkazu zjawili się żołnierze pruscy, nagląc do pośpiechu.

 

Brutalne żołdactwo pod dozorem oficerów żegnało oglądających się ze łzami na próg rodzinny szyderstwem lub uderzeniem kolby.

 

— Żydzi, uzyskawszy pozwolenie, utworzyli oddzielną milicyę żydowską prócz istniejącej. Na czele tej milicyi stoją bracia Rosenbergowie.

 

Kuryer dla Wszystkich, 17-09-1914