20 października 1920

Z ziem polskich

Z miasta (szpitale).

Szpital na Powiślu.

Przy ulicy Czerniakowskiej w obrębie portu, w budynku parterowym, murowanym, zarządu komunikaty], lądowej i wodnej, zajmowanym przez służbę wiślano-portową, są obecnie dokonywane urządzenia szpitalne z pomieszczaniem na 20 lłóżek dla rannych. Kilka lóżek z kompletną pościelą i bielizną ufundowali przedsiębiorcy robót regulacyjnych na Wiśle.

 

Nowy szpital.

Związek fabrykantów metalurgicznych postanowił własnym kosztem utrzymywać szpital, na 25-30 łóżek. Według wszelkiego prawdopodobieństwa związek wejdzie w porozumienie z właścicielami jednej z lecznic prywatnych. Sprawa ta w tych dniach ostatecznie będzie zdecydowana.

Sprawa grzybobrania.

Na zbieranie poziomek i grzybów w lasach królewskich potrzeba, jak wiadomo, osobnego zezwolenia piśmiennego, za które zarządy leśne pobierają pewną opłatę. Ażeby ludności zwłaszcza uboższej uprzystępnić zbieranie płodów leśnych, minister rolnictwa wydal do wszystkich regiencji okólnik. według którego dotychczasowa opłata za piśmienne pozwolenie na zbieranie jagód i grzybów zniżona być ma na 5 fen. Pozwolenie wystawione na nazwisko głowy rodziny, ma zarazem upoważniać dla wszystkich członków odnośnej rodziny.

 

Kurjer Poznański, 19-09-1914

Ranni z pod Kraśnika.

W dniu wczorajszym przejechał przez stacyą krakowską dalszy transport żołnierzy rosyjskich, którzy zostali ranni 24 z. m. w wielkiej bitwie w okolicy Kraśnika i odwiezieni do szpitala wojskowego w Tarnowie. Tam się podleczyli i wczoraj odesłano ich jako rekonwalescentów do szpitali na Wegrzech. Byli to przeważnie żołnierze 5 moskiewskiego pułku piechoty; pułk ten został zmobilizowany, jak opowiadali żołnierze rosyjscy, z początkiem sierpnia i z Moskwy odesłany koleją do Chełmu. Stąd pod Kraśnik szedł piechotą przez pola i lasy. Żołnierze zapewniają, że armią, walczącą pod Kraśnikiem przeciw generałowi Danklowi, kieruje generał Iwanow. Armia ta ma liczyć 16 pułków piechoty. Chorągiew 5 moskiewskiego pułku zdobyli żołnierze 56 krakowskiego i wadowickego pułku.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-09-1914

Galicyanie na Śląsku.

Z Cieszyna donosszą nam: ludność Galicyi Wschodniej z konieczności porzucić musiała swe domy i wioski, szukając przytułku w Galicyi zachodniej, na Śląsku i na Morawach. Do zagłębia węglowego zjechały liczne rodziny. Niektóre zdołały zabrać z sobą prowianty, a nawet część dobytku. Do Cieszyna zjechało onegdaj (w niedzielę) około 200 rodzin bezdomnych. Naczelnik stacyi zwrócił się do burmistrza z prośbą o ulokowanie ich. Burmistrz odmówił pomieszczenia. Wobec tego naczelnik udał się do restauratora p. Małysza, który odrazu gorliwie zajął się wyszukaniem mieszkali dla nieszczęśliwych uciekinierów z konieczności. Dla 20 rodzin znalazł pomieszczenie na Bobrku, reszta znalazła tymczasem przytułek u naszych rzemieślników. Poseł ks. Londzin interweniował w sprawie zajęcia się bezdomnemi w c. k. Starostwie.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-09-1914

Ewangeliczne rady „Głosu Narodu”.

Wczorajszy „Głos Narodu" podaje ewangieliczne rady dotyczące aprowizacyi ludności. Szczęśliwy kto wierzy, szczęśliwszy kogo stać na spełnienie pobożnych życzeń „Gtosu Narodu"!

 

Trudny wskazówki te brać na seryo, a jeśli nie są kpinami trudno pojąć dlaczego „Głos nar." nie ogłosił je wcześniej! Jak może pobożny dzienniczek przypuszczać, że uboższy mieszkaniec (a takich jest większość) może zakupić naraz i przechowywać w domu 120 kig. mąkl, 50 kg. kasz i gro-chu i t. p. — licząc rodzinę lego choćby tylko na 3 głowy!? W szczegółowym jadłospisie nie pomija „Gł. nar." śledzi i ryb solonych. Atoli w specyalnej adnotacyi zaznacza, że „pozycyę śledzi” opuścić można. Zapewne!