30 marca 1920

Mąż truje żonę dla kochanki.

Paryż, w lutym.

Francya, klasyczny kraj senzacyi i wszelkich niemożliwości raz po raz rozbrzmiewa echami jakiejś afery, która zyskuje rozgłos w całym świecie, obiegając prasę obu półkul globu ziemskiego. Do rzędu takich senzacyi należy sprawa niejakiego kupca z Paryża, p. Lelievre, aresztowanego na skutek oskarżenia o otrucia żony.

 

P. Lelievze nawiązał w czasie wojny bliższe stosunki z małżonkami Lebail, którzy przebywali podczas inwazyi niemieckiej w Rennes. Urocza pani Lebail stosunki swe z bogatym kupcem doprowadziła do najintymniejszej ścisłości, kiedy to „serce przy sercu płonie", i odrzuca się wszelkie konwenanse. że jednak na świecie wszystko się z czasem Doliczy, więc i miłosny duet pary kochanków zerwał się jak wiotka pajęczyna.

 

Oprzytomniały kochanek, z chwilą gdy otrzeźwiał z miłosnego szału, spostrzegł, ze wiata rzeczy brakuje mu w mieszkaniu. Pani Lebail mianowicie, korzystając z częstych wyjazdów przyjaciela, uważała za stosowne powiększyć umeblowanie swego mieszkania drobiazgami, które jej zdaniem, nie potrzebne były panu Leievre. Trzeźwość i żyłka kupiecka Lelievre'a zwyciężyły w nim gorącego adoratora i oskarżył on panią Lebail o kradzież.

 

Pani Lebail nie pozostała dłużną. I ona ze swej strony oskarżyła kupca, że otruł swą żona, by, jak mówić, „módz pędzić z przyjaciółką życie na różach, przy winie i muzyce". Faktycznie małżonka kupca zmarła w czerwcu roku ubiegłego wśród strasznych boleści po zażyciu proszku „na bóle żołądka".

 

Śledztwo sądowe wykazało, że proszek ów sam Lelievre dał żonie do zażycia. Oskarżony broni się rozpaczliwie, twierdząc, że nie wpływał zupełnie na małżonkę, by proszek ów zażyła, ani go jej nie dawał. Władze śledcze nakazały ekshumacyę zwłok zmarłej. Jak się sprawa rozwikła, nie omieszkają donieść nam o tent najbliższe dzienniki paryskie.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 12-02-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.