30 marca 1920

Jak wygląda rewolucya w Kairze?

Rady dla kandydatów na rewolucyonistów. - Jehla el Watan. - Oryginalna gra w ciuciubabkę. - Wzruszająca histrya z tramwajami. - Historya o panu, który sobie nie dał wysondować czaszki.

Kairo, w styczniu.

Kochani moi współpatryaci! Gdybyście kiedyś, znękani wszelkimi możliwymi niedostatkami i nędzami życia doczesnego, chcieli zrobić rewolucyę, to na Boga, wstrzymajcie się! Pójdźcie najpierw do Egiptu i oglądnijcie, jak się robi rewolucyę kulturalną, uśmiechniętą, dobroduszną, pełną gracyi i dobrego tonu, naturalnie pod warunkiem, że będziecie mieli tyle znajomości, co pan Roman Dmowski, aby móc wydębić paszport od władz angielskich.

 

Ale już po otrzymaniu paszportu jechać możecie bez obawy w samo serce kraju zbolszewizowanego, nic wam się złego nie stanie, a nawet będziecie tańczyć, jakżeż rozkosznie fox-troitować i tangować. Nie będziecie to może czynić zawsze przy dźwiękach słodkiej Carmagnoli lub wiedeńskiego walca, ale natomiast często przy okrzykach Jehia el Watan, niech żyje ojczyzna!

 

I oto jak się to dzieje.

 

Poruszamy się właśnie w najlepsze w szalony rytm tanga lub fandanga w jednym z tych bajecznych pałaców z epoki świetności muzułmańskiej, gdy 'mgle pod oknami słyszymy skandowane: Jehla el Watan! Jehla el Watan ... Krzyki te zagłuszają lęki skrzypiec, zwłaszcza gdy ich sprawcy studenci z zapalonemi oczyma powtórzą je na progu sali balowej. Wtedy przez minutę czujemy dreszcz trwogi, jedna i druga danserka, nieznajoma obyczajów kraju, padnie w objęcia partnera i... demonstracya skończona. Skrzypce mogą zacząć nanowo.

 

Niech się amatorzy nocnych emocyi nie martwią, że to już, naprawdę koniec. W nocy między 11-tą a 1-szą rano dzieją się ciekawe sceny. Wśród cichych i romantycznych ulic starego Kairu przebiega nagie jakiś spektr-potwór. To czoła angielski, najeżony karabinami maszynowymi, polujący za demonstrantami, którzy się bawią z czołgiem w ciuciubabkę. Wychodzą, oni gdzieś z pod ziemi, wyrzucając swój patryotyczny okrzyk i znikają momentalnie, nim patrolujący stalowy hipopotam mógł wpaśó na ich ślad.

 

Są także i ciekawe widowiska we dnie. Wzruszająca to była historya z tramwajami. Nacyonaliści ni stąd ni zowąd zagięli parol na tramwaje, te poczciwe sympatyczne male wehikuły, którymi za byle co można zajechać do Hehopolis, pod piramidy i gdzie tylko chcecie. Otóż przy każdej nadarzającej się sposobności rzucali się na tramwaj i wywracali go. Raz z pod takiego trupka wylazł jakiś człowieczek i zawołał:

 

— Manifestanci egipscy, dlaczego niszczycie te skromne wózki? Czy wiecie, to one nie najeżą do Anglików, tylko są własnością Belgów. A czyż to Belgia nie zachowywała się porządnie podczas wojny, czyż chcecie uczynić krzywdę temu małemu, poczciwemu narodowi?

 

To była rewolucya.

 

— Nie! — zawołali rewolucyoniści bardzo zmartwieni tą pomyłką i podnieśli poczciwy tramwaj. I odtąd zacne małe wózki belgijskie odwożą spokojnie rodziny, pragnące zjeść obiad w obliczu 41 stuleci.

 

Ale jeszcze jedno zastrzeżenie dla tych, którzy zachęceni moją korespondencę chcieliby złożyć odwiedziny cieniom faraonów i sułtanów: dajcie sobie bezwarunkowo przedtem wysondować czaszkę i zbadać jej grubość. Bo słuchajcie, co się zdarzyło jednemu panu, który tego zaniedbał.

 

Francesco Marengoni, mistrz na trianglu, przechadzał się raz w okolicy osady Muski. Miał on dobrze płatne zajęcie w kairskim kursalu i sądził, że niema się co skarżyć na życie. Przechodzi kompania angielskich żołnierzy. Jakiś cudzoziemiec, któremu się spieszy, chce przejść skroi; oddziału. Na to jeden z żołnierzy military-police wyciąga łopatę przewieszoną przez plecy i zabija go. Francesco Marengoni ma dobre serce i myśli:

 

— To niesprawiedliwość.

 

Co myślał, to powiedział. Zaprotestował.

 

Żołnierz tą sarną łopatą udarze Francesca Marengoni, który wkrótce potem w szpitalu umiera.

 

Konsulat włoski zgłasza skargę. Pogrzeb miał biedny grajek na trójkącie wspaniały, cała młodzież zapalona szła za trumną Włocha o czułem sercu. Wytoczono śledztwo. Po jakimś czasie mieszkańcy Kairu wyczytali w gazecie: Autopsya zwłok Marengoniego wykazała, że nieboszczyk miał czaszkę nadzwyczajnie cienką. Na tern się kończy śledztwo. Wobec tego muszę dać zbadać swą czaszkę natychmiast Jeżeli nie będzie miała odpowiedniej grubości, wracam natychmiast da kraju.

 

Elte.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 14-02-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.