30 września 1920

Corso — „Dusze Wschodu”.

Dramat, według scenarjusza Leona Poirier, wytwórni francuskiej „Gaumont" z Magdaleną Seve w roli głównej, własność ajencji „Corso”.

Na tajemniczym, arabeskowym dywanie, tchnącym wonnościami wschodu, w szafirowosrebrnych dymach nargilów, można chyba przeżyć podobny sen grzechu, miłości, szału i zbrodni. W ogrodach Alhambry, czy na łąkach raju Proroka rosną kwiaty, które zabijają oddechem, i krwawią się usta, pocałowanie których przynosi śmierć. Czar baśni przesyconych grzechem — czai nieziemskich majaków purpurowego szczęścia, w zaklętych ogrodach obłędu i rozkoszy, na dnie których króluje miłość i zatracenie — wysnuta w narkotycznych majakach, owoc ludzkiej tęsknoty i płomiennego pragnienia — narodzić mógł tylko „Dusze wschodu".

 

Szczegółową treść podaliśmy ubiegłego roku w Nr. 33 naszego pisma. Gra obrazu—to mistrzowstwo sztuki scenicznej. Pani Seve daje typ, jakiego prawdziwy wschód by pozazdrościł — od artystki tej gorącą falą bije grzech, szal, zmysłowa ociężałość i wyraz. Wyraz oczu — mówiących, śpiewających szaloną pieśń upojenia i zbrodni. Wystawa tak bogata, że zdaje się pod względem uroku i czaru nie z tego pochodzić świata.

 

Jeden tylko zarzut musimy uczynić dyrekcji „Corsa". Oto że nie postarała się o odpowiednią ilustrację muzyczną. Miejscowa orkiestra już nie grająca, ale rzempoląca chwjlami, podczas demonstrowania pełnego piękna i nastroju arcydzieła, zapleśniałe walczyki, lub stare piosenki kabaretowe — psuje, obniża wrażenie i denerwuje. W

 

Kino, 01-01-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.