2 kwietnia 1920

Corso — „Kusicielka".

Dramat wytwórni włoskiej „Olimpus“ z Lindą Piną w roli głównej, własność ajencji „Corso".

Obraz ten posiada treść dość nikłą i błahą, przypominającą trochę opery „Carmen" lub „Pajace”. Lecz bynajmniej nie zmniejsza to jego wartości, która jest tak wysoką, iż zaliczyć można dzieje rybackiej rodziny do arcydzieł filmowych. Reżyser góruje nad autorem, nad treścią, pokazuje co może technika, co znaczy wystawa i gra. Bo wdarcie się z aparatem w centrum burzy morskiej, pokazanie plującego spienionemi falami żywiołu, całej grozy rozszalałego morza, to sztuka nielada.

I cały ten obraz odgrywa się nad morzem. Morze jest cudnem tłem—spokojne czy szalejące—zadumane lub groźne—tajemnicze i kuszące—zawsze cudne, bajeczne morze. Inne szczegóły są zdumiewające. Pierwszy raz widzimy ilustrację spojrzenia ludzkiego, obejmującego powoli badawczo postać kobiecą od stóp aż do głowy. Spojrzenie to zatrzymuje się na maleńkich nóżkach i idzie w górę, wolno, zuchwale, aż do ust tchnących szałem i rozkoszą. To już nie technika, ale artyzm życia.

 

Linda Pina jest artystką pierwszorzędną. Gra szczerze, nadzwyczaj wyraźnie, a wyraz i wymowa jej oczu nie da się wypowiedziećZwłaszcza w częściach pierwszych, gdy jest płochą, złą dziewczyną w wiosce rybackiej—jest nieporównana. Artystka posiada tylko brzydkie ramiona i jeszcze brzydsze piersi, a dekoltuje się niemożliwie. Takich „łachmanków" (pszepraszam za wyrażenie) pokazywać nie wolno. Druga artystka nieznanego nam niestety nazwiska porywa i zachwyca słodyczą twarzy. W grze jej przebija zaświatowa wprost kobiecość, miękość i dobroć. Od postaci tej płynie niewysłowiony czar i sentyment.

 

Ze względu na grę i technikę, filmę tę zaliczyć musimy do obrazów pierwszorzędnej wartości.

 

Kino, 29-01-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.