28 września 1920

Wystawa rzeźb Stanisława Jackowskiego w Zachęcie.

Rzeźba nasza podczas wojny przechodziła chwile straszne—a i teraz ciężkie ma czasy. Materjał szlachetny— marmur i bronz skoczyły w cenie w tak przestraszający sposób, że tylko wyjątkowo niektórzy nasi artyści mogą sobie na takie zbytki pozwolić. Zostaje glina i gips dla wszystkich innych...

Ale nie załamują rąk, owszem— mimo wszystko coraz to nowe urządzają pokazy, ostatkami goniąc, odlewają w gips swe ideały — i tylko my, najbliżej ich stojąc, wiemy w jak trudnych warunkach powstają te rzeczy. Plastyka nasza zasługuje na gorące poparcie społeczeństwa— nie na platonizm tylko. Weź się za trzos, narodzie, odlewaj w bronzie, sprowadź marmury, dostarcz śrcłdki na pracę rzeźbiarską, tak żmudną, trudną i przekosztowną, jeśli chcesz być naprawdę narodem wielkim.

Tego niech nikt nie mówi: że mamy tysiące rzeczy ważniejszych, pilniejszych, nagłych — nieprawda! Kultura duszy nigdy nie bywa rzeczą małą, nigdy niema rzeczy pilniejszych od załatwienia spraw podobnych— one są wiecznie pilne— niezałatwione w swoim czasie przepadają na zawsze. Wyobraźmy sobie Kraków: bez Wita Stwosza, lub Kaplicy Zygmuntowskiej? Czem można byłoby zapełnić podobne braki, — czy znaczenie narodowe tych Aten polskich nie polega przeważnie na wielkości dzieł sztuki tam zgromadzonych przez wieki. Gdyby praojcowie rozumowali podobnie dzisiejszym obywatelom kraju, łatwo mogłoby stać się, że ani wielcy Włosi z czasów renesansu, ani Wit Stwosz nie byłby stał się naszą chwałą. Wszystko jedno, jakie przyjdą czasy, czy pójdą na lewo czy na prawo, sztuka zawsze będzie grać swoją rolę, gra ona rolę u murzynów, gra nawet u bolszewików, i mocno ją zaprzęgli dó pracy sowietów, płacąc ogromne sumy — słowem nie mogą się bez niej obejść!

Nie twierdzę, żeby nasze ministerstwo sztuki niczego dla naszej sztuki nie robiło, tylko podkreślam,— że rząd nasz sam nie podoła zadaniom, jakie na niego spadną—trzeba inicjatywy prywatnej, zrzeszonej, celowej, mocnej.

 

Mamy przykłady podobne w krajach od naszego szczęśliwszych widzimy co tam prywatna inicjatywa zdziałała. Czy my jesteśmy od nich gorsi? Nie—bynajmniej. Tylko jesteśmy gorzej zorganizowani, mniej o tern myśleliśmy i mniej pracowaliśmy celowo. Sztuka angielska, wszystko co ma, zawdzięcza inicjatywie prywatnej, ofiarność Anglików pod tym względem jest nie do wiary. A jest to przecież naród dziwnie nieartystyczny i do pewnego stopnia daltoniczny dziedzicznie. Mimo to na jakie zdobył się malarstwo.

Są i tacy— co twierdzą, że rzeźba nasza przechodzi kryzys, że punkt kulminacyjny jej rozwoju już przeszedł—nieprawda! Nigdy— w żadnej chwili nasze społeczeństwo nie posiadało lepszych rzeźbiarzy własnych — a nie posiadało ich nigdy w takiej liczbie — od klasyków-akademików, po ostatnie nowoczesne kierunki: schematyzm i stylistyka, posiadamy przedstawicieli wybitnych, twórczych i uzdolnionych.

* * *

Gdybyśmy musieli określać, lub segregować działalność Jackowskiego jako rodzaj,— bylibyśmy—wyznaję — w dużym kłopocie. Wszystko, co się zwie szkołą, lub co jest obecnie modne—tego tam brak zupełny. Jackowskiego rzeźba jest sztuką prywatną—nie mieszkała stale nigdy dotąd, nie była nigdzie meldowaną— niema paszportu. Jackowski miał talent bogaty, miał zawsze wielką inteligencję, znał doskonale swe ambicje artystyczne i uposażony w podobny materjał, nie oglądając się na żadne kliki, na żadne, najnowsze lub najstarsze, asyryjsko egipskie (tak modne) kierunki, wyrzeźbił swe credo, w sposób przynoszący mu honor. A że to credo artystycznie nie było bylejakie — dowodzą rzeźby, zapełniające dwie sale „Zachęty”.

 

Od portretu (doskonały w marmurze kuty wizerunek umierającej siostry) do postaci rodzajowo dekoracyjnych, alegorji i rzeźby monumentalnej, wszystkie te działy mają w nim przedstawiciela,— nie gubi się w nich artysta, nie podporządkowywa żadnemu z nich. Sztuka Jackowskiego staje się nam najbliższą, zagłębiając się w psyche ludzką, idąc w głąb, nurtując pod naskórkiem życia, tak stosunkowo łatwem do naśladowania w plastyce. Dlatego „Chiromantę” stawiamy wyżej od innych rzeźb zespołu. Autor dowiódł, że może i umie wejść tam, gdzie drzwi tylko niektórym stoją otworem.

 

Dekoratorem dużego talentu okazał się, dopełniając statuę „Victoire Samothrace", przesławnej chluby paryskiego Luwru. Wiadomo, że statua znalezioną została bez stóp, głowy i rąk. Z pomiędzy kilkunastu naturalnej i półnaturalnej wielkości „aktów" ślicznym sentymentem i wdziękiem ruchu znaczy się „Młodość” — bronz „Tancerka” i „ Dziewczę z królikiem". Rzadko zdarza się plastyce chwytać tak pewnie powab młodego życia, wyrazić tak prostemi środkami, rzeźby te są wierne realnej prawdzie, nie będąc kopjami rzeczywistości.

* * *

Marzeniem Jackowskiego, jak zresztą prawie każdego twórcy - posiąść dla rzeźb takie otoczenie, jakie sam dla nich wymarzył. Dla swych mniejszych rzeźb rodzajowych klomby drzew, kwietniki, lub zwierciadło wody—tam dopiero nabrałyby tonu, tam zaczęłyby istnieć własnem życiem sztuki

 

Nieodżałowanej pamięci mecenas Papieski, pamiętam, patrząc na „Zadumaną” wyrzekł te słowa: „dziwne mam uczucie, patrząc na tę białą postać, widzę ją nad grobem czyimś — to byłby niezrównany nagrobek”.— Mecenas odszedł, a dziś oglądając to dzieło znów na wystawie, widzę całą słuszność uwagi: to jest figura wybornie symbolizująca ból, wszchludzką troskę, mogłaby więc dumać i u mogiły. Z podobnym nastrojem złączony jest posąg „Ekstazy”—to duch lecący w wyż, elegijna słodycz, łagodny smutek mało już mający wspólnego z życiem realnem.

 

Otóż te nastrojowe dzieła najlepiej odkrywają duszę autora, romantyka i entuzjasty, człowieka o bujnej fantazji i gorącej duszy. Kto rozumie, co za trudności spotyka rzeźbiarz przy opanowaniu materjału, — bryły, kamienia, ten musi przyznać, że Jackowski daleko już posunął swoją sztukę, zmusił do wynurzeń, dał jej moc i czarodziejstwo sugestji, słowem ujarzmił i opanował.

 

Pamiętamy pierwsze debiuty autora w Zachęcie, — jaki ogromny skok naprzód, jakie zbogacenie talentu, wyszlachetnienie stylu, a zupełna swoboda, dojrzałość człowieka i artysty.

 

Władysław Wankie,

 

Świat, 03-07-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.