1 października 1920

PAUL ADAM.

Pomiędzy ostatniemi nowościami literackiemi w Paryżu szczególną uwagę zwraca pośmiertne wydanie książki, niedawno zmarłego, wybitnego pisarza francuskiego, Paul Adam, „Reims opustoszony"— (Reims devastee). Paul Adam znany zresztą czytelnikom polskim, jako autor „Dziecka Austerlitzu" i i „Eroesta" był jednym z najciekawszych przedstawicieli swojej epoki, może właśnie dlatego, że tak mało miał wspólnego z burżuazyjno-spokojną i zasklepioną w ciasnem kółku egoizmu Francją przedwojenną. Sam rzut okna na tę potężną postać, mimowolnie nasuwa myśl, że temu człowiekowi zaciasno w ramkach normalnego życia XIX i XX wieku, że powinienby żyć w czasach, gdy noszono jeszcze zbroje i hełmy.

Pierwsze wrażenie jest tym razem bardzo trafne: potężna indywidualność Paul Adama, a wprost rozsadza ramki, w które ją zamknęła jego epoka i czytając „Siłę", „Lwy" (Les lions), itd. ma się stale uczucie, że duch autora szarpie się i szuka ujścia dla nadmiaru siły życiowej.

 

Na początku swej działalności pisarskiej Paul Adam waha się między kilkoma kierunkami literackiemi. Pociąga go realizm Zoli, porywają wspomnienia rewolucji i epopei napoleońskiej, lecz obok tego z przyjemnością zagłębia się w badania okultyzmu i magii. Prąd życia współczesnego unosi go, ale życie to monotonne, ciasne przejmuje go zarazem pewną pogardą dla skarlałej ludzkości.

 

Wybucha wojna 1914 r., i Paul Adam budzi się do nowego życia. Zwycięstwo nad Marną, bohaterskie walki pod Verdun wstrząsają wielkim pisarzem, jednocześnie przejmuje go grozą i bólem zniszczenie Reims’a i tej starożytnej katedry, w której od wieków koronowano monarchów Francji. Teraz Paul Adam żyje i cierpi wraz z Francją współczesną, a twórczość jego zmienia również swój charakter. Niestety, w chwili największego rozkwitu i potęgi swego umysłu Paul Adam umiera prawie nagle.

 

Dopiero po śmierci autora ukazała się ostatnia jego książka „Reims devastee“. Dziwna i dziwnie piękna książka! Podobne do kolorowych witraży o żywych barwach, nie zatartych ręką czasu, przesuwają się w niej obrazy przeszłości Reims’a, przeszłości Francji. Po Merowingach krępych, brutalnych, Karol Wielki, monarcha o kwiecistej brodzie, szereg Kapetów i wśród nich zbawczyni Reims’u Joanna d’Arc. Paul Adam nie starał się o przeidealizowanie Dziewicy Orleańskiej: jego Joanna przypomina raczej korną pasterkę z gobelinów w paryskim Panteonie, jest w niej wielka słodycz i prostota, a zarazem niezmierna litość dla spustoszonej Francji i miłość ziemi rodzinnej. Tylko wielki poeta Dziewicy Orleańskiej, Karol Pequy, poległy w 1914 roku, pojął Joannę głębiej od Paul Adam’a. Cudowny jest ustęp, w którym autor opisuje nieco archaicznym stylem wejście Joanny z Karolem VII do Reims’u. Nagle ponad żelaznemi hełmami i ostrzami pik dobrzy mieszczanie Reims’u dostrzegli figury Zwiastowania na sztandarze tylekroć opisywanym: sztandarze Dziewicy, a za nim ukazała się postać drobna dziecinna na rosłym koniu, ze sztandarem w ręku. Z gołą głową o krótko obciętych włosach, Joanna posuwała się zwolna przez tłumy. Trzykrotnie i bardzo radośnie zawołała „Jesus! Marie!", jakby powtarzając słowa wyhaftowane na jej sztandarze między jedwabną frendzlą. I wszyscy patrzyli na nią, nie widząc ani łuczników w czerwonych kaftanach z białemi krzyżami, ładownicą u bioder, łukiem na ramieniu, ani jucznych koni pokrytych dywanami, ani dojeżdżaczy z chartami, ani sokolników z ptakami w kapturkach, ani praczek i markietanek na osłach, ani piechurów, zbitych w tłum, okrytych zapylonemi łachmanami, zajętych pod torbami żołnierskiemi; ani nawet ciężkich haubic, toczących się z hałasem po bruku, jak wielkie wozy, pełne kamieni (str. 108-109)

 

Świat, 10-07-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.