16 października 1919

Kultura

Filharmonia [„Igraszka z ogniem”, „Dziennik Polfimy”]

Komedja, z Ledą Novą w roli głównej. Własność ajencji „Polfilma”.

Zrujnowany młody obywatel, dzięki zbyt wygórowanym pojęciom o honorze, odtrąca od siebie miłość i szczęście, które się kłonią ku niemu w postaci towarzyszki jego lat dziecinnych, tylko z tej przyczyny, iż sąsiadka ta jest... dziś bogatą dziedziczką.

 

Ta ostatnia jednak jest pełną energji kobietą, która nie tak łatwo rezygnuje. By przełamać opór i rozniecić pożar w sercu, z wiadomością ojca przyjmuje incognito w domu upartego sąsiada posadę gospodyni, co w rezultacie daje łatwy do przewidzenia wynik: oporny wróbelek wpada w zastawione sidła, dochodząc, ku swej radości, do przekonania, iż igranie z ogniem jest zawsze niebezpieczne.

Corso — „Niewolnicy złota”.

Dramat życiowy z Piną Minichelli w roli głównej. Wytwórni włoskiej „Itala”, własność ajencji „Corso”.

Autor scenarjusza do bardzo ciekawie ujętego obrazu, treść którego wypełnia konflikt trzech potęg życiowych: złota, przesądów rodowych i głosu serca, oparł się na jednej z powieści Jerzego Ohneta, autora najpoczytniejszego (przed Maupassantem) nie tylko we Francji lecz i u nas.

Opieka — „Perły... łzy... storczyki”.

Dramat życiowy ze złotej serji „Nordisk“, z H. Gudrun w roli głównej. Własność ajencji „Corso“.

Młody uczony wbrew woli rodziców pokochał i poślubił młodą panienkę z pracy swych rąk żyjącą. Po latach, gdy młoda para pozyskała ogólne: miłość i szacunek, rodzice wzruszeni widokiem maleńkiej wnuczki—otwierają swym dzieciom dom i ramiona. Po walkach i cierpieniach—rozbłysło w pełni słońce...

Sylwetki ekranowe. Marja Szczęsna-Wroczyńska.

Dziwnie głębokie, zadumane oczy, o bogatej skali odcieni i świateł—drobna lecz niezwykle wyrazista maska twarzy już dawno zapowiadały, iż artystka ta winna pracować dla ekranu, wyłącznie dla ekranu.

 

Kiedy przed laty kilku p. Szczęsna-Wroczyńska stawiała pierwsze kroki na scenie, już wtedy krytyka zwróciła uwagę na niezwykle wyrazistą grę mimiczną młodej artystki, grę, która w miarę jak rozszeszało się pole doświadczenia scenicznego pogłębiała się, wskazując, że talent jej ciąży w kierunku dramatycznym, a zwłaszcza jako talent kinematograficzny ma bogatą przyszłość przed sobą.

TEATR W POZNANIU.

Teatr Polski w Poznaniu był niewątpliwie w okresie germanizacyi placówką kulturalną. Nie mógł jednak spełniać należycie swojego zadania. Nie mógł „rozmawiać z duszą narodu". Warunki miejscowe, aż nadto dobrze znane i krępujące rozwój życia polskiego w każdej dziedzinie, nie pozwalały na to. Dlatego też scena poznańska, będąc świątynią kultury polskiej, nie była, bo być nie mogła, świątynią patryotyzmu polskiego i polskiego ducha.