16 listopada 1918

Pogoda ceny.

Spekulanci do celów swoich potrafią nagiąć wszystko, nawet termometr i barometr. Zjawisko to możemy obserwować obecnie. Jest zimno, nie-pogody — ceny idą w górę, a sklepikarze zapytani o przyczynę, tłómaczą się:

 

Zimno, błoto, deszcz, niema ze wsi dowozu, wszystko drożeje... Co zrobić, panie dobrodzieju, a do tego jeszcze przednowek...

 

I ceny idą w górę, tem wyżej, im niżej spada termometr.

 

Nawet jabłka i śliwki podskoczyły o kilkadziesiąt procent.

 

Można być pewnym, że gdy nadejdą jeszcze ciepła i pogody, ceny znów podskoczą, a czcigodni sklepikarze tłómaczyć będą obdzieranej publiczności:

 

Trudno, panie dobrodzieju... upał, gorąco, niema ze wsi dowozu... Kmiotkowie rozkoszują się pięknością lata, używają wilegiatury, nie chcą jeździć do dusznego miasta... Zresztą teraz Żniwa... wszystko drożeje...

 

W ten sposób sklepikarz zawsze znajdzie wykręt, a nieszczęsny konsument wije się, jak węgorz, obdzierany ze skóry i płaci, płaci wszystko, co od niego zażądają, no bo przecież jeść musi.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 10-08-1918

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.