13 sierpnia 1922

Gospodarka miejska w Królestwie

Od Bóg wie ilu lat cała prasa warszawska rozbrzmiewa skargami na opłakany stan gospodarki miejskiej w miastach prowincjonalnych, ale wszystkie zaklęcia i wszystkie lamenty są, grochem o ścianę, bo główna przyczyna zła tkwiła i tkwi w braku samorządu miejskiego.

 

Zdawało się, że nareszcie nadeszła chwila, w której nastąpi zmiana na lepsze. Sam rząd uznał, że dalej tak iść nie moje. Królestwo miało nareszcie otrzymać obiecywany oddawna dar samorządu miejskiego. Lecz wiemy co się stało. Ślepy nacjonalizm Rady państwa postawił veto i projekt samorządu przepadł. Wszystko wiłc zostaje po staremu. A jak to „stare" wygląda, o tem pisał Edward Strasbuger w swej doskonałej książce o gospodarce wielkich miast naszych, z którą zapoznaliśmy już czytelników naszych o tem pisaliśmy w artykule p. t. „W bagnie zastoju", charakteryzując stosunki sosowieckie, o tem w nąjświętszym czasie pisze Bolesław Markowski w swem dziele p. t. „Finanse miast Królestwa Polskiego”.

 

 

Dzieła tego ukazał się dopiero tom pierwczy, ale już ta ułamkowa jeszcze charakterystyka naszych finansów miejskich jest dziwnie przykra i zawstydzająca. Naprawdę posępny, jedyny chyba w Europie, poza Turcją obraz gospodarki miejskiej!

 

Mniejsza o samą Warszawę. Tu przypada na każdego mieszkańca 13 rb. 66 kop. wszelkich wydatków miejskich. To mało! Lwów i Kraków wydają w tym samym stosunku 15 rb., Poznań nawet 45, ale ta mała cyfra Warszawy jest jeszcze imponująca w stosunku do wydatków innych miast prowincjonalnych Królestwa.

 

Oto kilka liczb z książki Markowskiego: Łódź wydatkuje przeciętnie 3 rb. 54 kop. na poszczególnego mieszkańca; Sosnowiec 2 rb. 60 kop., Częstochowa 2 rb. 38 kop. A miasta gubernjalne: Kalisz 3 rb. 75 kop., Piotrków 3 rb. 14 kop., Płock 3 rb. 33 kop., Radom 3 rb. 70 i pół kop., Lublin 2 rb. 73 kop., Kielce 2 rb. 44 kop., Siedlce 2 rb. 94 kop., Łomża 2 rb. 54 kop., Suwałki 2 rb. 45 kop. Ale te miasta nogą się jeszcze nazwać szczęśliwe. Są inne, szczególnie w gub. lubelskiej, jak Puławy, Szczebrzeszyn, Lubartów, Dubienka, w których wydatki miejskie nie wynoszą, nawet jednego rubla na poszczególnego mieszkańca. A w Niemczech,—aż wstyd pisać te słowa—nawet uboższe miasta wydają na każdego mieszkańca po trzydzieści, po pięćdziesiąt, po siedemdziesiąt rubli i więcej.

 

Niezmiernie charakterystyczne są liczby, które Markowski przytacza z gospodarki miejskiej Miechowa, liczącego 6,500 mieszkańców. Budżet miasta tego zamyka się (w r. 1908) w cyfrach następujących: dochody 10,155 rb. (kopiejki wszędzie opuszczamy), w tem z majątków i przedsiębiorstw miejskich 1,360 rb., z podatków 7,873 rb., reszta z dochodów zapomogowych (opłaty od aktów notarjalnych) i innych.

 

Dochód z przedsiębiorstw jest poniekąd obrazem gospodarki miejskiej, więc go tu wyszczególniamy: składają się nań w Miechowie: opłaty z rzeźni 814 rb., opłaty z jatek, straganów i t. p. 153 rb., wreszcie procent od kapitałów miejskich 38 rb. Oto wszystko. Na jednego mieszkańca przypada 35 kop.

 

Dochód z podatków w Miechowie przedstawia się jak następuje: podatek miejski z nieruchomości (zasadniczy) 944 rb.; składki: szkol- I na 2,595 rb., na oświetlenie i98 rb., na stróżów nocnych 576 rb., na koszta leczenia ubogich mieszkańców 586 rb., na sądy pokoju 470 rb.; dochód z kanonu 366 rb., z piwiarni 96 rb., z podatków od psów 4 rb., z poborów jarmarcznych, targowych 375 rb., wreszcie zwrot skarbu za zniesiony 50-procentowy dodatek do patentów 1,266 rb. Oto cały obraz dochodów. Na jednego mieszkańca przypada 2 rb. 69 kop.

 

Na majątek nieruchomy miasta składają się: skwer, szopa straży ogniowej, rzeźnia i jatki.

 

Przechodzimy do wydatków: wynagrodzenie zarządu miejskiego 2,602 rb. (prezydent 750 rb., kasjer 650 rb., sekretarz 500 rb.); lokal magistracki 450 rb., opał i światło 130 rb., wydatki kancelaryjne 200 rb. Ogółem utrzymanie zarządu miejskiego kosztuje 3,382 rb., co wynosi na głowę ludności 89 kop. Wydatki na cele ściśle miejscowego znaczenia: podatki skarbowe od nieruchomości miejskich oraz ubezpieczenia ich od ognia 99 rb., utrzymanie rzeźni 98 rb., konserwacja bruków 69 rb., oczyszczanie ulic i placów 153 rb., utrzymanie zegara miejskiego 57 rb. oświetlenie miasta 398 rb., utrzymanie stróżów miejskich 576 rb.—ogółem 1,452 rb., co czyni na jednego mieszkańca 0.39 kop.

 

Na cele charakteru ogólno-państwowego Miechów wydaje: na szkoły początkowe 2,250 rb., za leczenie niezamożnych mieszkańców 346 rb., zapomogi dla szpitali 150 rb., na utrzymanie sądu pokoju 905 rb., lokal na areszt 100 rb., na instytucje administracyjne 76 rb.

 

Dodajmy, że miasto miało w omawianym czasie 3,914 rb. długu, że na spłatę wydało 341 rb. i że z dochodów odłożyło na kapitał zapasowy 1,500 rb.

 

Zaiste zawstydzające liczby, a najsmutniejszy jest fakt, że Miechów nie jest bynajmniej wyjątkowem zjawiskiem, że uważać go można niemal za przykład typowy, że prawie we wszystkich miastach prowincjonalnych Królestwa, z wyjątkiem miast gubernialnych i kilku centrów fabrycznych dzieje się to samo.

 

A oto jeszcze jedna cytata z książki Markowskiego:

 

„Stan bruków w miastach prowincjonalnych jest bardzo zły; jako materiał używany jest niemal wyłącznie kamień głazowy; ulepszone systemy brukowania nie są jeszcze stosowane...—ulice są dalekie od najskromniejszych wymagań, śródmieścia cierpią na brak zadrzewienia, sprawa oczyszczania ulic i placów pozostaje w miastach prowincjonalnych w wielkiem zaniedbaniu...”

 

A strat pożarna na prowincji? Nawet niektóre miasta gubernjalne nie posiadają miejskich straży ogniowych i posługują się strażami ochotniczemi. A z 116 miast Królestwa tylko 25 płaci tym strażom ochotniczym skromna zapomogi.

 

Ta sama nędza panuje w urządzeniach hygjenicznych. Brak kanalizacji, brak urządzeń dezynfekcyjnych, brak lekarzy, szpitali, aptek. To, co się robi, jest wprost śmiesznie małe w stosunku do ogromu potrzeb.

 

Ale polacy piszą, a Rada państwa się śmieje...

 

Kurjer Warszawski, 05-06-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.