12 listopada 1919

Kto zatem zabagnił sprawę polską w Paryżu.

Kraków, 20 kwietnia.

Zgodne doniesienia korespondentów polskich, którzy wreszcie po niewymownych trudach zdołali dobić się do Paryża, potwierdzają, że niepowodzenia i trudności z jakiemi tam musi walczyć sprawa polska są niemal wyłącznie następstwem karygodnej niefachowości, lenistwa i lekkomyślności naszych dyplomatów z ministerstwa spraw zagranicznych, ludzi legitymujących się „domowem wychowaniem”, a pozbawionych istotnego poczucia państwowości polskiej.

 

Krakowski dziennikarz, krakowski, warszawski, czy łódzki przemysłowiec, kupiec, górnik, finansista etc. tygodniami wyczekiwać musieli, przeważnie bezskutecznie (!) na możność wyjazdu tam na miejsce w Paryżu, gdzie kufa się sprawy nasze, gdzie wszystko powinno być pod ręką, bez zwłoki, dosadnie, natychmiast Miejsca w pociągu paryskim nie mógł zdobyć przedstawiciel przemysłu tkackiego w Polsce, bo dla młodzików z tego, czy innego biura w ministerstwie spraw zagranicznych ważniejszym był wyjazd... artystki kinowej, guwernantki, lub modystki warszawskiej, należycie ustosunkowanej i potrzebującej na gwałt świeżych modeli paryskich.

 

Nie teraz dopiero, ale od miesięcy powinni byli jawić się w Paryżu nasi zdrowi ludzie czy to od pługa, czy to od młota, aby tam swą prostą, zdrową a silną mową, a przedewszystkiem fachowością we wszelkiej dziedzinie gospodarczej zaświadczyć przed obcymi, że sprawa nasza to wielka rzecz i że nie damy z sobą igrać.

 

Taki nasz Halczyn czy Borowy, garść górników ze Sląska, taki Duda, Koźlik czy Szewczyk zrobiliby tam więcej, niż te wszystkie nieużytki pańskie i wietrzące halki w Paryżu guwernantki i „stenotypistki” (sic!), którymi przepełniony jest nasz urząd dyplomacyi.

 

Cóż powiedzieć o takim szefie sekcyi w miniserstwie spraw zagran., który będąc elewem szkoty technicznej w Rydze, uważa swoje kwalifikacye za wystarczające lub nawet jako jedynie właściwe do sprawowania swego urzędu i nie umie pohamować swego zdziwienia, że do biura jego przydzielono Jakiegoś prawnika z Galicyi z dyplomem doktorskim. Stawia mu klasyczne pytanie: ,,Co pan tu właściwie będzie robić jako prawnika?” Albo ten wysoki dyplomata z ul. Miodowej, który akt skierowany do wydziału prawno-politycznego odesłać kazał dla zaopiniowania prawniczego do... saldo w Warszawie — tak jak to w „świętej Rosyi" bywało, te każda bumaga dla stwierdzenia swe prawnej „wartości" mu-siała mieć pieczęć, byleby ją przybił przynajmniej... pisarz (sic!) sądowy...

 

Jeśli przeto wyniknie dla nas jaka szkoda w Paryżu, to przyjdzie się nam surowo policzyć z tym bałaganem warszawskim, złożonym z nieuków i nieużytków.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 20-04-1919

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.