30 czerwca 1922

Konferencya w Bazylei

W sobotę obradowała w Bazylei druga konferencya międzyparlamentarna francusko-niemiecka, mająca na celu doprowadzenie do pokojowego porozumienia pomiędzy dworna narodami. Przewodniczyła jej bezwątpienia wysoce szlachetna idea, podobnie, jak na pierwszej konferencyi odbytej zeszłego roku w Bernie, z inicyatywy znanego pacyfisty francuskiego, p. d'Estournelles de Constans. Z Niemiec przybyło do Bazylei 208 członków parlamentu; udział Francuzów jest znacznie niniejszy. Inicyator ruchu filoniemieckiego nie cieszy się w swym kraju zbyt szeroką popularnością.

Agitacya jego znajduje mało zwolenników po za grupami socyalistycznemi i socyalno-radykalnemi. Niemcy, jak widzimy, żywiej i z większą skwapliwością popierają ideę pojednania. Przed czterdziestoma kilkoma laty załatwili się z Francyą w taki sposób, że odebrali im dwie bogate prowincye, zamieszkałe w części przez ludność germańskiego pochodzenia, ale bardzo silnie zrosłe z kulturą francuską i do niej przywiązane. Obecnie pragnęliby, zatrzymać zdobycz w spokoju, o ile możności bez strat, bez wysiłków i bez nowych ofiar wojny. Jest to zupełnie naturalne żądanie, ale można mieć na tym punkcie wątpliwość, czy na podstawie takiej premisy, jak traktat frankfurcki, teza pokojowa da się utrzymać i rozwinąć do ostatecznych konsekwencyi logicznych. Mówią o rozmaitych wydarzeniach i faktach polityki bieżącej, które różnią między sobą dwa wielkie ludy, przeznaczone, jakby należało sądzić, do przyświecania całemu światu na drodze cywilizacyjnego postępu. To, co dzieli od siebie Francyę i Niemcy obecnie wiadome jest każdemu i da się streścić w dwóch słowach. Alzacya i Lotaryngia. Przypuszczamy, że pod działaniem prądów pokojowych i humanitarnych wyrównanie pomiędzy narodami teraz powstających sprzeczności za pomocą konferencyi międzyparlamentarnych, będzie mogło być przedsiębrane z najlepszymi widokami powodzenia. Lecz zbyt śmiałem musi wydać się przekonanie, że do kategoryi tych sprzeczności odniesione być mogą wszystkie bez wyjątku fakty z przeszłego życia narodów, jakkolwiek barbarzyński i bezprawny, byłby ich charakter. Kwestya alzacko-lotaryńska zachowuje w stosunkach francusko-niemieckich ogromną i aktualną żywotność dla kilku łatwych do wskazania powodów. Klęska moralna daleko silniej była odczuta przez Francuzów, niż utrata znacznej części terytoryum państwowego. Upokorzenie doznane pozostawiło w duszach nierównie silniejsze rany, niż sama przegrana na polu bitwy, takie katastrofy, jaką był dla Francyi „Annee terrible", wyciskają głębokie ślady na psychologii narodu i pozostają niby otwarta rana, domagająca się zaleczenia, dopóki naród czuje się żywym.

 

Kwestya zaostrza się przez to, że we wszystkich przejściach losu utraconych prowincyi, Francya bierze stale gorący udział, Niemcy zaś traktują zdobyty, kraj za pomocą metod, które doprowadziły niedawno do znanych zajść w Saverne, w parlamencie, w mowach członków wszechniemieckiego związku wojskowego i do telegramów Kronprinza. Niemałą wreszcie, a może najważniejszą w tej kwestyi odgrywa rolę, przynajmniej ze strony Niemiec, współzawodnictwo o stanowisko i hegemonię w międzynarodowej sytuacyi politycznej.

 

Z tego powikłanego splotu rodzą się tysiączne sprzeczności, oskarżenia i pretensye, które konferencya międzyparlamentarna ma nadzieję uregulować za pomocą gabinetowej dyskusyi, bez względu na wciąż powstające przeszkody, wynikające z wydarzeń i sterć nieuniknionych w stosunkach sąsiedzkiego współżycia. Jest rzeczą godną uwagi, że konferencya przestrzega zasady, uchwalonej jeszcze w Bernie, według której „o kwestyi alzacko-lotaryńskiej nie należy wcale wspominać”. Tak postępują niektóre ptaki, chowając głowę pod skrzydła na widok niebezpieczeństwa. Radykalna droga do rozwiązania trudności wskazywałaby raczej odważna przystąpienie do rewizyi traktatu francuskiego...

St. P.

 

Nowa Gazeta: poświęcona wszelkim zjawiskom życia społecznego, 05-06-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.