18 czerwca 1921

U naczelnego wodza Legionów polskich.

Spadkobierca rycerskich tradycyi narodowych. - W komendzie Legionów. - Jak pracuje gen. Baczyński. - Telegram od cesarza do Legionów. - Entuzyastyczne pochwały dla Legionów i pułkownika Piłsudzkiego. - Harmonijny stosunek Legionistów do armii austryackiej i niemieckiej. - Jen. Baczyński o rewii w Kielcach. - Największa troska wodza Legionów.

 

Wywiad naszego współpracownika u generała Baczyńskiego.

 

Kraków, 10 września.

Oddanie naczelnej komendy Legionów w wytrawne, a sprężyste ręce jenerała Baczyńskiego, spotkało się u ogółu narodu z niekłamanym entuzyazmem. żołnierz z krwi i kości, zacny obywatel, syn tej samej ziemi, o którą z bronią w ręku w bój idziemy, to jenerał Baczyński, wódz dzisiejszej armii polskiej.

 

 

Wybitne zdolności strategika, łączy jen. Baczyński z dzielnością, a prostotą spartańskiego żołnierza. Gorąca miłość Ojczyzny, ożywia wielkie to serce, a rzewność i prawdziwie ojcowska czułość, z jaką wyraża się o „swoich żołnierzach" Legionistach, daje wymowne a piękne świadectwo głębokiego a serdecznego ukochania i zrozumienia sprawy narodowej.

 

To też nie dziw, że społeczeństwo polskie z taką radością powitało Jego nominacyę na naczelnego wodza - i z taką ofiarną gotowością oddaje pod Jego rozkazy swój skarb najdroższy: Młodzież, tę chlubę i nadzieję swoją.

 

A młodzież tak ochotnie pod Jego garnie się znaki! Bo wszystkich dusze przejęte są przeświadczeniem, że jen. Baczyński, godny spadkobierca naszej rycerskiej tradycyi i chwały, wyrażonej w świetlanych postaciach pierwszych Legionów kościuszkowskiej insurekcyj i późniejszych zbrojnych wysiłków, w zwycięski powiedzie bój dzielne nasze zastępy Legionów —przybliżając chwilę wyzwolenia Ojczyzny z pod moskiewskiego jarzma.

 

Wszystkim zamierzeniom i czynom Wodza towarzyszy szczera sympatya, bezwzględna, nieograniczona ufność ze strony nie tylko podległej Mu armii polskiej, ale także całego Narodu.

 

* * *

Z ramienia redakcyj „Kuryera Codziennego" udałem się do gmachu przy ul. Gertrudy, w którym mieści się naczelna komenda polskcih Legionów, aby z ust samego Wodza zasięgnąć informacyi na temat Legionów.

 

Świadom, że społeczeństwo nader mile przyjmie podobiznę swego Wodza, zabrałem ze sobą także redakcyjnego fotografa.

* * *

Przed gmachem komendy ruch nadzwyczajny. Ulica formalnie zatarasowana powozami i samochodami, w których starszyzna przybywa z raportami i po rozkazy jenerała. Wchodzę do biur komendy na parterze. W pierwszym pokoju będącym poniekąd poczekalnią dla stron interesowanych, spotykam jeneralicyę strzelecką i sokolą, która z pospiechem prawdziwie żołnierskim załatwia swoje służbowe sprawy. W biurze tem zauważyłem także — Dra Bertolda Merwina, b. redaktora "Gazety wieczornej", adwokata Dra Wyrostka ze Lwowa, nauczyciela Zygmunta Piekarskiego z Żywca, którzy spełniają tu funkcye kancelaryjne, przydzieleni przez komendę armii.

 

Adjutanci naczelnego Wodza, porucznicy: Brzeziński i hr. August Krasicki, od wczesnego ranka do późnej nocy pracują niestrudzenie. Brakuje tylko szefa sztabu Legionów, kapitana Zagórskiego, który z powodu lekkiego wypadku, pozostać musiał w domu.

* * *

Jenerał przyjął mnie w weta biurze, które mieści się w dużym słonecznym pokoju z pięknym widokiem na plantacye. Urządzenie nader skromne i proste. Na ścianach oprócz portretu monarchy, widzę szereg map sztabu jenealnego, stoły uginają się pod ciężarem aktów rozmaitych, wśród których nie brak gazet polskich, niemieckich itd.

 

Nadzwyczajną uprzejmością i grzecznością jenerała byłem wprost zaskoczony, a Jego głębokimi planami na przyszłość, wprost olśniony.

 

Przedstawiam cel mego przybycia. Wódz prośbę moją łaskawie przyjmuje. I oto w okamgnieniu zjawia się w biurze jenerała nasz fotograf i rozpoczyna „urzędowanie".

 

— Co wy panowie chcecie ze mną zrobić — zagadnął z humorem Wódz naczelny na widok aparatu fotograficznego.

 

— Ekscelencyo! Za pomocą fotografii pragniemy dostojną osobę Wodza polskich Legionów utrwalić w pamięci teraźniejszych i przyszłych pokoleń.

 

— Czasu mi brak — pracy po uszy — wybaczcie, że będę dalej pisał — wtrącił jenerał.

 

I rzeczywiście, w czasie gdy fotograf odbywał swoje misterya z aparatem, jenerał Baczyński ani na chwilę nie oderwał się od swych pilnych, a ważnych zajęć. Właśnie bowiem nadszedł wówczas z Wiednia następujący telegram od cesarza:

 

„Jenerał Major Baczyński.

Wiedeń-Borg, 7. IX.

 

Jego Cesarska, Mość Najjaśniejszy Pan, dziękuje najserdeczniej Panu i Żołnierzom pierwszego polskiego Legionu za manifestacyę przywiązania, złożoną z okazyi wczorajszego zaprzysiężenia na wierność i raczył najmiłościwiej wyrazić Swoje gorące życzenia dla chlubnej i skutecznej akcyj Legionu".

 

Telegram podpisany przez adjutanta hr. Paara.

* * *

Po dokonaniu zdjęcia fotograficznego, jenerał Baczyński zaszczycił mnie chwilą rozmowy, zezwalając łaskawie na opublikowanie następujących ustępów.

 

— Jakie wrażenie odniósł Ekscelencya z rewii Legionów w Krakowie i Kielcach — wtrąciłem między innemi.

 

— Nie znajduję dok słów pochwały i uznania dla dziarskiej i dzielnej postawy naszych Legionistów i ich zachowania się. W pierwszym rzędzie ta moja pochwała dotyczy „Strzelców" w Królestwie Polskiem, którzy tam przeszli już chrzest ogniowy i brali udział w walkach z przeważającemi siłami nieprzyjaciela — i Ojczyzna może być dumną z poświęcenia i bohaterstwa tych swoich synów.

 

— Jaki jest stosunek Legionistów do armii regularnej w Kielcach — wtrąciłem.

 

— Z uczuciem niewysłowionej radości przychodzi mi skonstatować, że Legioniści w Kielcach postępują nader taktownie i żyją w harmonii z armią regularną — naszą i sprzymierzoną niemiecką. A harmonia ta nie jest bynajmniej jakąś sztuczną i "robioną" — ale opartą na wzajemnem poszanowaniu i zaufaniu — i posiada wszelkie znamiona rzetelnej serdeczności.

 

Fakt ten jest zaczynem jak najlepszej przyszłości. Bo na wojnie zniknąć muszą wszelkie drobiazgowe dysonanse, dawno urazy trzeba pogrzebać w niepamięci, a Legionista musi młócić i młócić tak długo, póki Moskala na ziemi polskiej nie stanie.

 

— Jak wypadły uroczystości Legionistów w Kielcach?

 

— Przebieg ich przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Legioniści zaprezentowali się w sposób godny polskiego żołnierza. Korzystam ze sposobności, aby podnieść karność Strzelców, prawdziwie wojskową, znakomitą egzercycyę, gorący entuzyazm do dalszej orężnej wrogiem rozprawy. Zasługa w tem wielka i wyłączna komendanta Piłsudzkiego, któremu już w Kielcach wyraziłem podziękę za jego energię okazaną przy przeprowadzaniu organizacyi strzeleckich kadrów i powinszowałem z powodu tak korzystnych rezultatów, na które naród patrzy z radością i dumą.

 

— Na zakończenie zapytałem o sprawę umundurowania Legionistów, — na co jenerał Baczyński oświadczył:

 

— To właśnie troska moja największa. Dzielni moi chłopcy wyszli z Krakowa w lecie na plac boju — niezupełnie na sposób wojenny wyekwipowani. Mundury ich wskutek nieustannych trudów obozowych już bardzo ucierpiały — wieczory coraz chłodniejsze — Legionistom brak należytego na zimę umundurowania. Wielu z pośród nich gwałtownie potrzebuje butów, czapek etc.

 

Żywię jednak pełną nadzieję, że braki te w dniach najbliższych zostaną usunięte, zwłaszcza że w tym kierunku nie szczędzę wysiłków".

 

Nie chcąc dłużej zaprzątać jenerała, podziękowałem za tak niezmiernie cenne informacye - i opuściłem gmach komendy polskich Legionów.

 

Tomasz Pluta.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 11-09-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.