9 maja 1921

Warszawa w ogniu wojny.

Nowa próba sformułowania oddziałów ochotniczych. - Z Warszawy nie zostanie kamień na kamieniu. - Szumowiny manifestują na ulicach. - Nadmiar rannych. - Dobry dowcip warszawski.

Z Piotrkowa otrzymaliśmy następującą korespondencye: „Rozmawiałem z żołnierzami rosyjskimi, wziętymi do niewoli w bitwach pod Błoniem i Pasieczną. Opowiadają oni (było wśród nich 2 Polaków), iż Warszawa wygląda jak wymarła. Tysiące rodzin wyjechało ze stolicy Królestwa poprostu dlatego, że brak jest najniezbędniejszych produktów do życia. Jeszcze większe mnóstwo wyjechało, kiedy władze rosyjskie próbowały zachęcić ludność Warszawy do sformowania oddziałów ochotniczych, przyrzekając, że nie oddadzą Warszawy choćby miał kamień na kamieniu zostać. Wobec takiej perspektywy, kto tylko mógł opuszczał ze ściśniętem sercem stolicę, byle nie być świadkiem szaleństwa dziczy moskiewskiej, która obiecuje postąpić z Warszawą tak, jak to uczyniła z Moskwą przed stu laty. Rozsądniejsi nie biorą na seryo „patryotycznych" obietnic rosyjskich i nie wierzą w taką ewentualność.

 

 

W tym czasie, kiedy wojska niemieckie i austryackie dotarty aż do Pruszkowa, w Warszawie samej był tylko jeden korpus rosyjski. Dopiero później na gwałt ściągnięto wojska z Galicyi, tak, że przez Warszawę przesunęło się przeszło 5 korpusów.

 

Kiedy wojska niemieckie bez wielkiego naciskowi cofnęły się z pod Błonia po Żyrardów władze wystały orkiestry na miasto i bandy szumowin, które hucznie obchodziły oswobodzenie Warszawy „od Niemców". Każdy prawdziwy Warszawianin ze wstrętem patrzył na tę rosyjską hecę. Próbowano urządzić coś w rodzaju manifestacyjnego pochodu po ulicach Warszawy jak w czasie nadania konstytucyi, kiedy 300.000 Polaków wyszło na ulice miasta, co później zakończyło się rzezią, zorganizowaną przez policmajstra Meyera — ale ta robota policyjna nie udała się całkiem. Oprócz szumowin, nikt nie ruszył się z domu.

 

Straty Rosyan mają być kolosalne. Byt dzieli kiedy brakło środków opatrunkowych w mieście. takiej masy zażądano z Demblina, od armii nad Sanem i na potrzeby miejscowe. Wszystkie szpitale były przepełnione, ale teraz rannych wywozi się w gra państwa.

 

Żołnierze nie chętnie się biją. Dobry dowcip, utworzono w Warszawie:

 

- „Dlaczego w defenzywie jesteśmy tak słabi?"

 

- „Bo wódkę w ofenzywie wylaliśmy" — brzmi odpowiedź.

 

Jest w tern trochę słuszności. Żołnierz rosyjski na trzeźwo bardziej skory do ucieczki zwłaszcza gdy przyjdzie walczyć na bagnety.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 29-10-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.