16 stycznia 1922

Pojednanie ortograficzne

Jesteśmy w przededniu ustalenia pisowni polskiej. Długoletnia „walka ortograficzna” dwóch dzielnic, a właściwie dwóch stolic, Warszawy i Krakowa, dobiega szczęśliwie końca.

Przymierze jest już niemal zawarte.

Pertraktacye jeszcze nie ukończone, ale zasada ich postawiona jasno. Będzie to „pokój bez zwycięstwa”. Żadna ze stron nie uważa się za pobitą, ustępstwa są wzajemne, porozumienie i zgoda ostateczna—pewne. Filologowie krakowscy utrzymują się przy części swoich postulatów, rezygnując z innych. Podobnie filologowie warszawscy rezygnują z

części swoich postulatów, a pozostałe wprowadzają w szranki z pióropuszami zwycięstwa. Widać to już jasno z ogłoszonego świeżo referatu prof. Nitscha, urzędowego sprawozdawcy Akademii krakowskiej w kwestyi pisowni.

W ten sposób po długich latach sporow, które wywołały uchwały ortograficzne Akademii z r. 1891, zachwiane mocno w r. 1905 przez Zjazd Rejuwski, dochodzimy nareszcie do pomyślnego, jeśli nie ostatecznego, rozwiązania jednego z najważniejszych dla języka i piśmiennictwa polskiego zagadnień.

Jednolitość ortografii, oddawna upragniona przez szkołę i przez życie, przez nauczających i uczniów, przez wielkich twórców literatury i przez sumiennych, cierpliwych korektorów ich dzieł, staje się faktem.

Od tej chwili nie będzie już „w Polsce, jak kto chce”. Nie będzie tej anarchii, która mniej może dotkliwa dla zwykłego czytelnika pisma lub

książki, wywoływała niejednokrotnie niemały kłopot w szkole, w redakcyi, w urzędzie polskim, gdzie ten pisał tak, ów inaczej, gdzie jeden odłam społeczeństwa przeciwstawiał się drugiemu nietylko przez odmienne przekonania polityczne i społeczne, ale i przez... ortografię, bo gdy obozowi konserwatywnemu przystało być lojalnym i trzymać się uchwał Akademii, obóz postępowy wiał mu w oczy, jak czerwoną płachtą, „nowa-torstwami” Kryńskiego i Appla. Tak było.

Dzisiaj kończy się to współzawodnictwo, a czasopismu polskiemu i książce polskiej uśmiecha się słodycz „Burgfriede”, zawartego pomiędzy literami na znających subordynacyę kolumnach druku. A ile oszczędzi się przytem pracy, ile mozołu korektora i składacza, o tem wie tylko ten, kto zblizka dotykał się tych spraw, kto widział arkusze korektowe, upstrzone poprawkami, wynikającemi lityIko z niejednolitości pisowni, z przekonania, że i to jest pole do zaznaczania odrębnej swojej indywidualności.

Nowy projekt Akademii, opracowany na wniosek Wydziału Szkolnego w Warszawie, spotyka się więc z niezaprzeczonem i powszechnem uznaniem już dzisiaj, w chwili, kiedy jest dopiero projektem i nic rua jeszcze ostatecznej sankcyj. Zaspokojone są w nim wszystkie wymagania, usunięte wszystkie wątpliwości, o niczyjej krzywdzie mowy być nie może.

Jedynie w położeniu przez pewien czas trudnem, zanim do nowych nic przystosuje się wymagań, będzie poczya, nowe bowiem przepisy ortograficzne wprowadzą z konieczności pewien zamęt do rytmiki wiersza polskiego, a nawet i do zadźwięków końcowych, z jednej strony uszczuplając, z drugiej pomnażając ich bogactwo.

Oczywiście, poeci dnia jutrzejszego mogą się już do nowej pisowni nagiąć i wiersz swój odpowiednio pod względem rytmu i rymu przekształcać, należy się jednak poszanowanie w drodze wyjątku wielkim poetem przeszłości, którzy, jak: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Asnyk, Konopnicka, pisali według ortografii swojego czasu i których utworów nikomu dowolnie w nowych wydaniach przekształcać nie wolno.

Nie wątpimy jednak, że tą sprawą zajmie się Akademia specyalnie, powołując do rady i sądu już nie filologów, ale istotnych rzeczoznawców wersyfikacyi polskiej.

Tygodnik Illustrowany 17/23-03-1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.