16 czerwca 1921

Z teatru miejskiego. („Dziewica Orleańska" Fr. Schillera).

 

Nie zawsze dziewice mają szczęście. Nie miała żadnego szczęścia sobotnia „Dziewica Orleańska". Walczyła jak !mgła w obronie Francyj; ale ją wszystko opusciło na scenie i wojsko i lud i król, który głośno się uśmiał, zobaczywszy przed sobą całą potęgę wojenną Francyj w postaci dwóch (!) statystów, którzy ze strachu włożyli hełmy aż po nosy i oczami zerkali... ku drzwiom wyjściowy n. Myśleli prawdopodobnie o wyzwoleniu Jerozolimy, a nie Francyi...

 

 

Pani Siemaszkowa robiła bardzo wiele, o ile tylko pozwoliło jej na to jej osobiste natchnienie i jej osobisty temperament. Dzięki temu, że myśli jej dalekie byty od rzeczywistości, nie widziała tego, co się kolo niej działo — działo się coś nie dobrze.

 

Były momenty, kiedy na scenie panował niepodzielnie „duch boży" bezosobowy w formie pustego powietrza — po obu stronach za kulisami znajdował się król z orszakiem, przemawiający do milionów — po drugiej stronie sceny za kulisami reszta narodu stłoczyła się, aby nie być widzianą przez publiczność. Widocznie grano nie dla tych widzów, którzy siedzieli w krzesłach, tylko dla tych, którzy siedzieli — na plantacyach. Brama wjazdowa dla deklaracyi na tyłach teatru była otworem wypływających wrażeń na wolne powietrze.

 

Słabo grały panie Kosmowska i Kamińska. —Król p. Stanisławskiego byt bardzo dobry w rysunku.

 

Zupełnie nie na swojem miejscu są młode siły męskie, świeżo zaangażowane do teatru im. Słowackiego. Wątpliwa rzecz, czy praca reżyserska z tego surowego materyalu wydobędzie w przyszłości jakąkolwiek wartość aktorską, godną sceny stołecznej.

 

Naogół wystawienie „Dziewicy Orleańskiej” jest chybionym spektaklem, który przypomniał aż do bólu wszystkie ujemne artystyczne niedobory naszej głównej sceny.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 06-06-1916

 

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.