1 grudnia 1921

Teatr lalek dla żołnierza polskiego.

Żołnierz na froncie potrzebuje serdecznego i ciepłego słowa i potrzebuje rozrywki. Społeczeństwo nasze uczyniło już niewątpliwie wiele w tym kierunku aby zaspokoić te potrzeby, niejedna artystyczna czołówka wędrowało już na front bliższy i dalszy z wesołym monologiem czy piosenką, z patrjotyczną, pokrzepiającą ducha deklamacją, a nawet z prymitywnie zaaranżowanem przedstawieniem teatralnem. Do usiłowań tych, tak potrzebnych zwłaszcza w obecnej chwili zawieszenia broni, kiedy fantazja żołnierska nie powinna osłabnąć, przybywa nowe przedsięwzięcie, zorganizowane przez Centralny Komitet Propagandy związków artystycznych, teatr lalek.

Wspólnemi siłami zbudowali artyści piękne dzieło: złożyły się na nie wszystkie sztuki, bo i literatura i plastyka i muzyka i wreszcie — w samem wykonaniu — sztuka aktorska. Dowcipny, wesoły, bezpretensjonalny tekst pierwszego utworu, produkowanego w teatrzyku, napisali pod redakcją p. St, Sierosławskiego wybitni polscy literaci: p. Bronisława Ostrowska, K. Makuszyński, J. Lemański, B. Hertz, St. Kiedrzyński, Ed. Słoński i inni. Główki lalek stworzyli rzeźbiarze, ubraniem zajęło się grono pań pod kierunkiem artysty-malarza Józefa Czajkowskiego, muzykę dobrali lub skomponowali artyści, grupujący się w związku muzyków. Niewielki kuferek, który rozłożony przemienia się w artystycznie ozdobioną scenkę, powieźli już na front aktorzywykonawcy.

 

Aktualny jest tekst i aktualne figurki, z których każda jest prawdziwem dziełem sztuki. Przez malutką scenkę przesuwają się wesoło wyśpiewujące, dyskutujące z sobą postacie żołnierskie: jest tu i sierżant, opowiadający o bohaterskiej obronie Warszawy i obrońca Lwowa, wspominający, jakto hajdamaki chciały Lwów odebrać Lachom i .chwyciło karabin dzieciątko z poduszki"; jest łazik, który „z każdej się wywinie matni, czy jest pierwszy czy ostatni" i „nawet gdy weźmie w pysk i^w tern także znajdzie zysk"; jest smutny, bojący się dezerter, w którym jednak też budzi się w potrzebie lepszy duch, są legun, halerczyk i dowborczyk, godzący się w tern, że wspólnym ich celem była ojczyzna i których objaśnia szary żołnierzyk pięknemi stówami:

A widzicie, a te kłótnie,

które wrogi gorsze trutnie,

to słów szkoda—to jest głupie.

Trza bić było wszystkich w kupie,

a że nic się w mig nie sklei,

więc biliście po kolei.

 

Wesoły śmiech budzić będzie zapewne także komiczna postać bolszewickiego komisarza, który „przykazywajet wziąć Warszawu na urodziny Jewo imperatorskawo wieliczestwa, towariszczaTrockawo" i krasnoarmejca, który się gorzko skarży, że „komisarzy gnają w pole, a Kitajec sztykiem kole“, „chce czy nie chce a iść musi, bo kitajec go udusił i wreszcie postać samego Chińczyka, który „bolszewicki je chleb, ruską swołocz gna".

 

Osobna grupa figurek związana jest z obroną Warszawy, mianowicie ochotnik, robotnik, legunka i komiczny laluś, który między innemi śpiewa:

 

W cukierni nad szklanką herbaty,

z ciasteczkiem przy siądę gdzie w kąt,

wnet zewsząd afisze, plakaty:

„Wstyd tcbórzom! — „Maszeruj na front

Uciekam! Karota co chwila.

Tu Biały, Czerwony tam Krzyż.

Chcesz flircik... — A panna: cywila?

Z cywilem w czas wojny! Cóż też!

 

Nie braknie w tej kompanji także wiejskiej dziewczyny, typowego filozofa z szopki Jędrka-Mędrka, ani baby wiejskiej, lamentującej nad wojacką energją swego Bartka, który z kosą w dłoni idzie prać, gnać, aż ta szarańcza z naszej ziemi ucieknie:

 

Idzie Bartek idzie, zboże mu się kłoni:

Nie daj że mnie, Bartku, zbierać wrogiej dłoni.

Oj nie dam, ziemio żyzna,

Boś matka i ojczyzna.

Jam pan tu sam u siebie,

jak Bóg w niebie.

 

Paskarz, żydek i inne epizodyczne figury ożywiają treść utworu, który powoli ku zakończeniu przechodzi w coraz poważniejsze i mocniejsze tony, aż wreszcie zamyka się piękną piosenką Or-Ota o Komendancie.

 

Na długie wieczory jesienne będzie to miła, a zarazem krzepiąca ducha rozrywka dla żołnierza.

 

Zast.

 

Świat, 13-11-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.