30 czerwca 1922

Z puścizny po Elizie Orzeszkowej

(W CZWARTA ROCZNICĘ ZGONU 18, V).

 

Podajemy poniżej wyjątki z kajetu Elizy Orzeszkowej z lat 1860-1862, gdzie wraz z brulionami kilku listów i ustępami z przeczytanych książek znajdują się osobiste wynurzenia, charakteryzujące stan jej młodzieńczej, bo dwudziestoletniej duszy.

O tym okresie życia swego Orzeszkowa w pamiętniku, ogłoszonym po jej śmierci przez Leopolda Wycia w Kuryerze Warszawskim tak się wyraża:

„Wogóle powstawało podówczas we mnie wiele pociągów i wstrętów, popędów, pragnień, myśli i uczuć, przez nikogo, ani przeze mnie samą przedtem nie przewidywanych. Powstawał i coraz wyraźniej zarysowywał się, coraz potężniej mię nęcił ideał życia, z którym życie rzeczywiste, moim udziałem będące, zostawało w sprzeczności rażącej i absolutnej. Ideał ten już wtedy określiłam sobie dwu słowy: „Miłość i praca".

 

„Pragnęłam kochać, miałam lat 18-20, pragnęłam pracować, nie wiedząc jeszcze nad czem, jak, dlaczego, ale marząc o tem różnie i górnie. Tymczasem w życiu rzeczywistem było wszystko oprócz właśnie dwu tych rysów tego ideału. Czułem się silną sercem i energią i to uczucie zaczęło wrzeć we mnie, jak wrzątek w zamkniętem naczyniu, napełniając mnie buntem i żądzą porwania pęt. Zrazu z wahaniem i skrupułami, potem jasno i śmiało powiedziałem sobie, że jestem nieszczęśliwą. Zamiar wyjechania do Milkowszczyzny, nawet wzięcia rozwodu, zrazu także niejasny i odtrącany, uwyraźnił się i sformułował".

 

* *

„Dziwne i straszne są wyroki nieba. Stworzony do szczęścia, otoczony pieszczotami rodziców, szczęśliwy w kolebce, szczęśliwy w dzieciństwie człowiek widzi się nagle otoczonym czarnemi chmury piorunów. Pierzchają wtedy urocze durny młodości, znikają piękne, złote marzenia i serce, pogrążone w boleści, nie widzi ratunku w przepaści, w którą wpada”.

 

* *

„Na cóż się smucić, na cóż boleć na tym świecie mamy? Czyż wszystko wkrótce nic minie? Przechodzą lata, dni i miesiące, prowadzą za sobą nowe rozkosze, troski, cierpienia, jedni się cieszą, drudzy płaczą i wszystko razem przechodzi na świecie. Myśli lecą pędem błyskawicy i gonią przeszłość niepowróconą nigdy i zgadują przyszłość, skrytą w obłokach tajemnicy. Czynności idą jedne za drugiemi, wrażenia jedne następują po drugich i czas ulata i znika razem z życiem inszem. Szczęśliwy stokroć, kto w tern przelotnem istnieniu urnie wznieść się myślą gdzieś wyżej, utnie spojrzeć ku niebu i przesłać ku Stwórcy myśl pełną wzniosłości ducha. Szczęśliwy, kto w swojem życiu dopełni dobrego czynu, kto otrze z oka bliźniego łzę troski i niedoli, szczęśliwy, kto przy swym zgonie widzi łzę żalu po sobie, komu w ostatniej godzinie przyjazna ręka zamknie powieki, na czyim grobie nakoniec spadnie łza kochającego serca.

 

Co do mnie, chciałabym w życiu dopełnić swych obowiązków, chciałabym zapewnić szczęście męża chociażby kosztem swojego, a potem umrzeć w objęciu osoby kochającej, czytać w jej oczach ostatnią boleść rozstania; czuć w uścisku jej ręki przywiązanie, mające mi towarzyszyć w grobie i za grobem, jeżeli, jak nam wiara podaje, jest przyszłe życie prócz mogiły i trumny. Chciałabym, aby na moim pogrzebie nie było tysiąca dam strojnych w pyszne kwiaty, które ja kiedyś nosiłam, chciałabym, aby za trumną moją nie jaśniał milion świec jarzących i aby mnóstwo ludu, idąc za memi zwłoki, nie szeptało zimnych pacierzy, lub gorących obmów. Alebym chciała, aby przy trumnie mojej szedł pierwszy kapłan ze szczerą modlitwą, drugi mąż ze łzą żalu szczerego w oku, a trzeci ten, komukolwiek w życiu uczyniłam dobrze, komu ulżyłam boleści na sercu, komu otarłam łzę z oka, komu wlałam w usta słowa: Bóg zapłać.

 

A gdyby z takich trzech osób składał się mój orszak pogrzebowy, dusza moja swobodnieby uleciała ku Stwórcy swojemu, bo trzy modlitwy szłyby tam za nią, modlitwy: wiary, miłości i jeszcze miłości bliźniego".

 

* *

„Myśli moja, gdzie lecisz szybkim ptaka lotem? Czy chcesz zajrzeć w krótką przeszłość swoją? Czy może zagłębić się w odgadnienie tajnej przyszłości? Czy może chcesz tworzyć pasmo żądz i marzeń, osnutych na jednej, jedynej głównej żądzy, na jednem pragnieniu szczęścia? Leć, myśli Moja, leć górnym orła polotem, zajrzyj i w przeszłość i w przyszłość, popieść się obrazkami szczęścia i pocałuj zimny kamień, którym wkrótce przyłożą mogiłę twoją, popatrzaj na minione szczęście, zapragnij nowych rozkoszy i pobaw się trochę w wyższych strefach tej ziemi.

 

Lecz, myśli moja, wracaj ku mnie szybko, roztocz swe skrzydła szeroko, by silniejsze ich bicie zmusiło cię do powrotu. Wracaj, o myśli, z krain żądz i marzenia, wracaj w ciasne obręby terażniejszości. Bo gdy się długo rozbawisz w powietrzu, gdy zakosztujesz w marzeniu słodyczy szczęścia, którego nie znajdziesz na świecie, to ci później tchu na ziemi zabraknie, co chwila ulecieć zechcesz, zapomniawszy, żeś przykuta i skuta. Bo gdy w przeszłości zobaczysz serce dziewicze, uśmiechnięte nadzieją, wierzące w przyszłość i ludzi, gdy w przyszłości zauważysz rozkosz ducha niezbadaną żadnym człowieka rozumem i rozkosz ciała choć błahą lecz błogą, a natomiast na ziemi ujrzysz serce dziewicy, odarte z listków złudzenia i skalane pyłem ziemskości, a zamiast rozkoszy ducha i ciała ujrzysz kolce i ciernie—o, ciężko ci będzie, myśli moja!

 

Wtedy zwieniesz swe skrzydła i powrócisz do mnie, i usiądziesz przy ognisku domowego kominka, i zawezwiesz uczucia obowiązków, wiary i miłości, abyś wytrwać mogła w smutnem przeznaczeniu swojem.

 

Lecz, o myśli, nie błądź po krętych manowcach lub ścieżkach, nie przywoływaj obrazów, któreby choć na chwileczkę zaćmić mogły czystą białość twojego sumienia, nie patrzaj w stronę, gdzie cię nazbyt złudne pieszczą widoki, bo zapłaczesz, myśli moja, i kropla krwawego żalu w postaci łzy upadnie na twą śnieżną szatę. A na kim łza taka odbije się krwawą kroplą tęsknoty serdecznej, temu do występku niedaleka droga.

 

Więc lepiej nie idź ode mnie, o czysta i święta dotąd myśli moja. Bo i pocóż masz swą śnieżną szatą zbierać z przeszłości wszystkie łzy i rozkosze, pocóż mają one plamić niebieską przepaskę twoją? Pocóż masz marzyć? Czy dlatego, abyś zapragnęła mętów, a jak to samo pragnienie wyryje brózdę na twem białem czole i w przejrzyste oczy wleje krwawą plamę. Więc lepiej zostań ze mną, myśli moja, skujem się z ziemią łańcuchem obowiązku, włożym na rękę obrączki poświęceń i, nie odstępując siebie ni na krok, będziemy stąpać ostrożnie, powoli po ciernistej drodze życia, a gdy się już bardzo zmęczym podróżą, wtedy spoczniem sobie w ciasnej trumnie, położą nas w zimnej mogile i przycisną chłodnym głazem. Wtedy przyjdą nasi krewni i przyjaciele, powiedzą: „szkoda!" może łezka najbliższych spadnie na kamień grobowy i ucichnie nad nami świat i ziemia. I tylko jodły lub brzozy cmentarne zaszumią czasem nad mogiłą naszą, a czasem słowik zaśpiewa, fijołek rozkwitnie, albo przechodzień Zdrowaś Marya zmówi".

 

* *

„Szczęśliwą jestem, o Panie mój, Stwórco, bo myśl moja, nie zatruta kurzem ziemi, swobodnie do Ciebie ulecieć może! Szczęśliwą jestem, bo dusza moja przestaje pragnąć uciech i zabaw świata. Szczęśliwą jestem w spokoju mego sumienia, w wypełnianiu obowiązków, w miłości, nadziei i wierze. Spokój i cisza panuje koło mnie, myśl moja na skrzydłach czystego uczucia leci tam, gdzieby serce być chciało, czasem to buntownicze serce zatęskni do czegoś, lecz zagłuszam je z obawy, by nie wyrwało z ust słowa: szczęśliwą jestem".

 

Tygodnik ilustrowany, 16/22-05-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.