20 czerwca 1921

Człowiek, który rozmawiał z małpami.

Uczony, który dobrowolnie zamknął się w klatce. - Tłumne odwiedziny i wymiany podarunków. - Siedm dźwięków i pięć półdzięków, cały język małpi. - Jak brzmią dźwięki małpie.

Paryż, w styczniu.

Oryginalny ten pan zwal się Robert Garnet i był lekarzem angielskim. Wat en piękne oczy, bardzo i to bardzo obfity zarost, ale mimo to niktby o nim nie słyszał, gdyby pewnego razu Garner nie oświadczył publicznie, że rozmawiał z małpami. Nie była to taka łatwa historya, jakby kto pomyślni. Mchy móc prowadzić konwersacye z młodszymi braciszkami swych praszczurowi a przedewszystkiem, aby się nauczyć ich języka mister Garner przetransportował się do środkowej Afryki z olbrzymią klatką żelazną, w której się uwięził na przeciąg pięciu miesięcy.

Blisko pół roku siedział ten dziwak wśród całego narodu małp, obserwując ich obyczaje i to życie prymitywnej ludzkości, palne wdzięku i świeżości uczuć, o jakich niema się pojęcia, obserwując małpy w niewoli. Takie bowiem uwięzione istoty w menażeryi są to istoty przewrotne, złośliwe, złe, które niewola doprowadza do szalu, a obecność ludzi do wściekłości. Ale na swobodzie małpa jest istotą spokojną, łagodną i możliwie najbardziej łatwowierną w świecie.

 

Oto własne słowa doktora Garnera, który udzielił francuskiemu dziennikarzowi swych wrażeń:

 

— Gdym przybył do nich, do puszcz głębiny, baty się mnie z początku. Klatka je przerażała, a prócz tego moja osoba i ognie, które zapalałem w obawie przed dzikiemi zwierzętami. Później jednak przyzwyczaiły się do mych zwyczajów i tłumnie odwiedzały mnie o zmroku i wieczorem. Dawałem im cukru, a one mi wzamian przynosiły owoce.

 

— Przynosiły owoce? — zapytał zdziwiony sprawozdawca. — Czy nie rzucały na pana raczej orzechami kokosowymi?

 

— Z początku tak... Było nawet gorzej. Czyniły one bowiem to, co Guliver, który gasił ogień u Liliputów. Ale to mi nie odbierało odwagi.

 

— Ale ich mowa — rzecze dziennikarz —jakże pan mógł zrozumieć słowa?

 

— Nie posługują się one słowami, tylko dźwiękami. Dźwięków tych jest siedm, a półdźwięków pięć. Niewiele to, ale gdy się pomyśli, te w obrębie siedmiu tonów oktawy zmieści się cały Chopin. to pan zrozumie, te na tej małpiej klawiaturze moi współmieszkańcy umieli wygrać zarówno wściekłość, jak i miłość, strach jak i wdzięczność. Gdyby pan wiedział z jakim wdziękiem małpiątko odpowiada na wezwanie samca, a matka rozmawia z dziecięciem!

 

— Miesiąc potrzebowałem — opowiadał dalej badacz — na poznanie tych dźwięków. Powoli zapoznałem się z pospolitymi dźwiękami, które oznaczały: jeść, pić, spać.

 

— A czy nie próbował pan nauczyć ich paru słów ludzkich?

 

— Owszem. Nauczyłem kilka młodych małp wymawiać wyraz „przyjaciele'. Młoda samiczka, którejbyło na imię Kszaa nauczy ta się kilkanaście słów, ale gdy przyszła godzina zalotów miłosnych odeszła, aby nie powrócić.

 

Z czasem nauczyły się małpy utrzymywać ogień, a ponieważ widziały, jak raz hyena napróżno kąsała moją klatkę, przekonały się, że jest ona osłoną przed nieprzyjacielem. To też wieczorem gdy nocni drapieżcy rozpoczęli łowy, trwożliwe samice wpychały swe małe miedzy sztaby klatki. Nieraz z pięćdziesięcioro dziatwy skłębiło się w grodku mego mieszkania, gdy wróg był w pobliżu.

 

— A czy wielka była ta klatka?

 

Dość wielka, aby do niej wstawić hamak, stół, strzelby, fonografy, toaletę i zapasy żywności, które zresztą murzyni pobliskiej wioski co miesiąc odnawiali.

 

— Proszę, Powiedz mi pan coś po małpiemu...

 

— Usłyszałem wtedy, pisze dalej dziennikarz dźwięki obawy, radości, wołanie rnalca przez samicę, wyzew zazdrosnego samca, któremu kochanka przypięła — rogi. Ryto to podobne do nieprzyjemnego zgrzytania diamentu o szkło, mniej lub więcej ostrego i wydłużonego.

 

Rozmowa ta miała miejsce w r. 1903. Od tego czasu Garner czynił liczne studya nad swoim ulubionym przedmiotem, studyował mowę małp Azyi i Borneo, która jest inna niż w Afryce.

 

Doktor Garner sadził na podstawie swych odkryć, że za parę milionów lat, gdy ludzkość zblazowana i zdegenerowana będzie blizka wymarcia, szlachetny ród małpi stworzy nową rasą ludzi, doskonalszą i dnotliwszą. Może i ma racyę ten oryginalny człowiek o pięknych oczach, który rozmawiał z małpami, a o którego śmierci doniosły właśnie najnowsze kablotelegramy...

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 03-02-1920