21 czerwca 1921

Nieomal od chwili ukształtowania się polskich organów państwowych

ministerstwo spraw zagranicznych jest przedmiotem utyskiwań i krytyk, zaprawnych nieraz goryczą. Organizacja tego ministerstwa od początku wykazywała poważne braki — częste zmiany kierowników potęgowały zamieszanie. Obecnie rząd zajął się naprawą. Do opracowania projektu reorganizacji ministerstwa spraw zagranicznych powołano jednego z najdoświadczeńszych polityków polskich, p. Erazma Piltza, który w ciągu długoletniej swej karjery politycznej wyrobił sobie zasłużoną opinję bystrego i wytrawnego organizatora.

Pan Piltz przed wojną był leaderem stronnictwa realistów. W toku wojny wszakże, przebywając cały jej czas w głównych środowiskach zachodnio-europejskich, wycofał się całkowicie z polityki partyjnej, poświęcił się wyłącznie obronie interesów ogólno polskich za granicą. W Paryżu zwłaszcza zyskał sobie wielki autorytet. Wszedł w bezpośredni, osobisty kontakt z najwybitniejszymi mężami stanu entente’y, wtajemniczył się we wszystkie arkana dyplomacji. Przez parę miesięcy reprezentował Polskę w Belgradzie, potem przeniesiono go do Pragi, gdzie prasa czeska przywitała go ze zdecydowaną życzliwością. Pp. Witos i Daszyński wszakże krótko tylko dali mu pozostać nad Wełtawą. Wezwali go do Warszawy, i oto p. Piltzowi powierzono zaprowadzenie w M. S. Z. właściwego ładu i porządku. Z pewnością niełatwo byłoby znaleźć odpowiedniejszego męża do tego trudnego zadania. Pan Piltz wchodzi do ministerstwa S. Z., jako stały dyrektor polityczny, niezależny od fluktuacji kryzysów gabinetowych. Polityka zagraniczna wymaga ciągłości. Działalność ministerstwa, w którem się ona koncentruje, musi być uniezależniona od nazbyt częstych przesileń.

 

Zarówno p. Piltz, jak i wiceminister spraw zagranicznych, przewodniczący delegacji pokojowej w Rydze, p. Jan Dąbski są z zawodu dziennikarzami. P. Piltz słynął jako jeden z najlepszych w Polsce redaktorów. Okazuje się, że i u nas ma zastosowanie znana maksyma francuska: „Le journalisme mene a tout—a condition d’en sortir..."

 

Świat, 09-10-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.