28 stycznia 1922

Obrazki z miasta - Major i legionista.

 

Do jednego z tutejszych pierwszorzędnych lokali restauracyjnych przyszedł wczoraj pewien legionista, syn znanego obywatela krakowskiego, który w zapasach z naszym wrogiem odwiecznym, utracił nogę. Opierając się na kuli, doszedł do stolika, usiadł przy nim, zamówił coś do zjedzenia i czekał cierpliwie, wiedząc, że nawet wśród najpomyślniejszych i najbardziej sprzyjających okoliczności, nie dostanie potrawy wcześniej, jak za jakie pół godziny. Dla zabicia czasu dobył papierosa, chcąc go zapalić, cóż, kiedy nie miał zapałek i nie było ich ich w pobliżu, wstawanie zaś od stołu przy jego kalectwie, przedstawiało pewne, wcale poważne nawet trudności i wysiłek.

 

            — „Proszę pana o zapałkę"! — zawołał na przechodzącego kelnera.

            — „ W tej chwili”! — brzmiała odpowiedź, bo zaznaczyć trzeba, że w owej restauracyi obsługa jest bardzo taktowna, tylko że jej nigdy nie pilno i że stale połowę życzeń gościa zapomina. Nic więc dziwnego, że biedny legionista kilkakrotnie jeszcze powtórzył swe życzenie przebiegającym kelnerom, zawsze na nie otrzymał uprzejmą, stereotypową zresztą odpowiedź „W tej chwili"! lub „Zaraz służę“! — ale na tem się skończyło.

            W ten sposób przesunęło się kilku kelnerów, a zapałek widać nie było.

            W tej jednak chwili stało się coś dziwnego. Oto siedzący w oddali major wojsk austryackich, Niemiec, który od dłuższego już czasu obserwował całe zajście, wstał od stołu, zapalił pospiesznie zapałkę i tak z płomieniem w ręce przeszedł przez połowę sali, podszedł do legionisty i z kilku uprzejmemi słowami podał mu ogień, poczem wrócił na swoje miejsce i spokojnie zabrał się do przerwanego posiłku.

            Wśród zebranych licznie na sali gości nastała cisza, jak makiem zasiał. Wiele osób powstało, jakby chcąc się lepiej przypatrzyć zacnemu oficerowi, inni podeszli nawet bliżej, jakby chcąc go na rękach unieść i zgotować mu owacyę. Po chwili w całej sali omawiano żywo i komentowano cały wypadek, nie szczędząc pochlebnych słów i komplementów pod adresem dzielnego majora.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 18 lipca 1915

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.