9 maja 1921

NACH PARIS.

Leży przedemną dziwna i straszna książka. Dziwna, bo chociaż okrucieństwa wojny znane nam są dobrze, jednak inna to rzecz spotkać się z oderwanym faktem nadużycia lub okrucieństwa, faktem rzuconym między stokroć ciekawszemi od niego nowinami z frontu i przez to samo zaledwie zdolnym zatrzymać na sobie naszą uwagę; a inna gdy talent autorski wywoła nagle i przed naszemi oczyma postawi straszną wizję, piekielną niemal. Wtedy mimowoli przystaje się w zdumieniu z odruchowem zapytaniem.

 

— „Jakto? więc to było, naprawdę było? I to byli ludzie?"

 

Straszna to zarazem książka, bo autor nie starał się w niej ani o nadzwyczajne efekty, ani nie używał żadnych sztucznych środków dla zasugestjonowania czytelnika. Wszystko tu proste, zrozumiałe, jedno z drugiego wypływa i dlatego tern straszniejsze.

 

Chcę mówićTo książce, ostatniej nowości paryskiej, która tyle już wywołała dyskusji i potyczek literackich, „ Nacb Paris” p. Ludwika Dumur. My Polacy zdolniejsi może jesteśmy ją pojąć i ocenić, nawet niż we Francji. Znamy od wieków perfidję i okrucieństwo niemieckie.

Dużo pisano już o wojnie. Pojawiło się mnóstwo romansów i nowelek, często nawet ładnych, ale bez większej wartości literackiej: jak „Gaspard", Benjamin’a „Clarelle chez les Majore" Leona Werth, „Sylvette et son blesse" Charles Foley i t. d. Było sporo książek— raczej poematów idealistycznych w rodzaju „Drewnianych Krzyży" (Les Croix de Bois) R. Dorgales,— były nareszcie pacyfistyczno-realistyczne romanse filozoficzne w rodzaju „Le Feu" (Ogień) p. Henri Barbusse. Żaden jednak z pisarzy francuskich nie odważył się dotąd pisać o okrucieństwach pruskich, popełnianych podczas wojny. Tylko w „Carnets de route" oficerów francuskich znajdowało się czasem przerażające epizody. Powieściopisarze jakby cofali się przed opisywaniem tych epizodów w całej ich nagiej okropności. Jeden ze znanych krytyków literackich francuskich p- Jerzy Le Cardounel (brat poety Ludwika Le Cardounel, dziś mnicha-trapisty), mówi z wielką słusznością, że „Niemcy spekulowali na poczuciu wstydu i przyzwoitości w tej wojnie, posuwając się umyślnie do takich zbrodni i nadużyć, które przechodzą wszelkie granice, i przed opowiedzeniem których niejeden się zawacha i zamilczy. Ten skrupuł jednak nie zatrzymał wpół drogi pana Dumur, który wydobył na światło to, co wachano się czasem podać do wiadomości publicznej nawet w ogólnem wydaniu oficjalnych dokumentów."

 

Rzeczywistość tę p. Dumur przedstawił nam „z drugiej strony" t. j. ze strony niemieckiej. Podczas pobytu swego w Szwajcarji, autor „Nach Paris" widywał i obserwował wielu niemieckich oficerów, internowanych w różnych miastach szwajcarskich-Zwierzenia ich i przechwałki, oraz dokumenty oficjalne francuskie, oto tło i podstawa, na których haftowała wyobraźnia autora.

 

Bohater powieści, Wilfrid Hering, młody student z Halle, syn zamożnych rodziców, jest przeciętnym burszem niemieckim, wypijającym masę kufli piwa, bijącym się na rapiry, a zresztą niezłym chłopcem, niepozbawionym nawet pewnego idealizmu, choć bardzo niemieckiego. Dość zabawny jego flirt z „piękną" Dorotą wybornie maluje psychologję pruskich zakochanych:

 

— „O Doroto, przemawia zakochany młodzian, jeszcze dwa lata studjów uniwersyteckich i będę doktorem, wtenczas otrzymam dobre stanowisko rządowe i pobierzemy się."

 

 

— „Wilfrydzie, drogi Wilfrydzie, będę czekać cierpliwie. Czy nie napiłbyś się piwa?"

 

Czułą tę idyllę przerywa rozkaz mobilizacji, powołujący aspiranta Wilfryda Heringa do jego pułku, stojącego w Magdeburgu. I tu przed oczyma czytelnika przesuwa się cała galerja wspaniale odmalowanych typów wojskowych niemieckich. Większość oficerów i podoficerów, to degeneraci o zwyrodniałych instynktach i bez żadnych zasad moralnych. Reszta to młodzi zapaleńcy w rodzaju Heringa, w których również drzemie barbarzyństwo pruskie. Każdy z tych typów oficerów i podoficerów pozostaje od^początku do końca konsekwentnym i wiernym sobie. To też nikogo nie zadziwią okrucieństwa kapitana Kaiserkopfa, albo strasznego podoficera Boscha przezwanego „Waacht am Rhein", ani sadyzm podoficera Schlapsa, ani wyrafinowane zbrodnie porucznika Schimmela, byłego szpiega niemieckiego. Bezstronność pana Dumur jest tak wielką, że wpośród tych strasznych nawpół ludzkich sylwetek, dał nam jeden typ jasny i czysty, typ Niemca — spóźnionego ramantyka a la Schiller, Goethe, Fichte, Schlegel. Oczywista, że między człowiekiem tym a jego bezpośredniem otoczeniem wywiązać się musi tragiczny konflikt. Zrozpaczony, doprowadzony do ostateczności widokiem nadużyć, popełnianych przez wojska niemieckie i swoich własnych kolegów, porucznik Koenig rzuca im w oczy słowa pogardy i idzie dobrowolnie szukać śmierci we francuskich szeregach, wołając do swoich:

 

— „Kapitan francuski miał słuszność, my Niemcy zbezcześciliśmy wojnę. Żegnaj, mi, stara Germanio, ty dziś umierasz razem ze mną!“

 

Młody student z Halle patrzy z szacunkiem na idealistę — przyjaciela, ale zarazem z pewnem pobłażaniem, jak na przeżytek z dawnych czasów. Podług niego Niemcy nie mogą się mylić, ani popełniać zbrodni. Cokolwiek robi Niemiec, jest dobrem.— „Gott mit uns!" Ten okrzyk Krzyżaków, z którym Ulryk von Jungingen prowadził swe żelazne zastępy na szeregi płowowłosych chłopów mazowieckich pod Grunwaldem, nie zmienił się przez tysiące lat. I nie zmienili się ludzie.

 

— Nie rozumiem, — odpowiada Krzyżak polskiemu proboszczowi, błagającemu o oszczędzenia ludności polskiej i kościoła. Oficerowie pruscy rozstrzeliwują księży francuskich i wydają rozkaz dobijania rannych w 1914 roku.

 

A najstraszniejszym może epizodem powieści, jest po mistrzowsku opisana scena grabieży zamku hrabiego de Saint-Elme i zgwałcenia jego córki w oczach związanych rodziców, do których następnie oficerowie niemieccy strzelają, jak do celu.

 

Powieść kończy się wspaniałym opisem bitwy nad Marną, w której pada kilku katów ludu francuskiego z zajętych prowincji. Główny bohater ciężko ranny i przewieziony do Akwizgranu, poddany jest operacji. Usypiając pod chloroformem, widzi jak powoli portret cesarza Wilhelma przybiera postać Mefistofelesa, mówiąc:

 

— „Jam jest, który wszystkiemu przeczy. I słusznie, gdyż wszystko, co istnieje jest warte jedynie zburzenia, a przeto lepiej jest aby nic nie istniało. Tak więc to co nazywacie zbrodnią, zniszczeniem, złem, jednem słowem, jest moim właściwym mi żywiołem.“ *)

 

Książka pana Dumur cieszy się niezmiernem powodzeniem w Paryżu.

 

Zapewne doczeka się wkrótce przekładu na język polski.

 

Autor jej, znany współpracownik „Mercure de France" jest szczerym wielbicielem Polski i Polaków, i ofiarowując mi swą podobiznę dla „Świata” wraz z egzemplarzem swej powieści, napisał na nim następujący dwuwiersz:

 

D’une seconde Marne un miracle nouveau

A nefoule le Hun en marche „nach Warschau",

 

(Nowy cud drugiej bitwy nad Marną odrzucił w tył Hunndw idących na Warszawę). Paryż. Dr. M. Kasterska.

 

*) Faust 984— 990.

 

Świat, 16-10-1920

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.