21 czerwca 1921

104 lat chleba z ziemniakami

 

W r. 1814, po tyloletnich ciężkich przejściach wojennych zachodziła obawa, aby w Polsce nie zabrakło chleba przynajmniej dla uboższej ludności. Ceny zboża były niesłychanie na owe czasy wysokie, bo płacono 27 złp. za korzec żyta, a 39 złp. za korzec pszenicy i to po żniwach. Wzmogła się jednocześnie nadzwyczaj konsumpcya chleba wskutek rekwizycyi dla wojsk rosyjskich. Obudziło to troskę głośnego poety i męża wielkich zasług Juliusza Ursyna Niemcewicza. Więc też podawał w dziennikach do wiadomości publicznej sposób robienia chleba z kartofli i mąki pszennej podług wynalazku p. Wey w Anglii".

 

            Pan Wey (streszczamy opis) kazał obmyć i oczyścić dobrze 16 funtów ziemniaków, które po obraniu ważyły funtów 12, a po ugotowaniu 13. Kiedy były jeszcze ciepłe mieszał je z 26 funtami mąki i dodawał pół funta drożdży, a po wymieszaniu 4 kwarty wody. Wszystko to dobrze wygniecione i zostawione przez dwie godziny do wzrośnienia, ważyło funtów 46 i 4 uncye". Zrobiono 6 bochenków i dwa placki, które dwoma nawrotami pieczono przez dwie godziny w piecu podług przepisów Rumforta zbudowanym. (Tu następował opis pieca). Do zalet chleba zaliczyć należało, iż bardzo długo świeżość zachował. Całe zabiegi pieczenia wynosiły 5 godzin. Opał składał się z 6 funtów „ziemnych węgli“ i 3 funtów węgli palonych, oprócz podpałki. Chleb Weya posłano do Bridport Aarbour do Towarzystwa „ulżenia stanu ubogim“. Robiono z nim próby, „roztrząsano" i kosztowano przez 8 dni (w marcu 1812) — „co pozostało, miało postać chleba zupełnie z mąki pszennej upieczonego, wybornego do smaku, bez żadnej pleśni, zczerstwienia, choć już dwie niedziel po upieczeniu“.

            Jak widzimy, nic nowego pod słońcem, no i nic „lepszego", bo dzisiejszy chleb nazwać „wybornym do smaku" , mimo najszczerszej dla niego sympatyi, byłoby bądź co bądź grubą przesadą.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 11 lutego 1916 

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.