23 czerwca 1921

ZJAZD HYGIENISTÓW POLSKICH

Jakiekolwiek stawialibyśmy horoskopy rozwojowi życia narodowego w przyszłej Polsce, wszystko okaże się zawodne, jeśli to życie nie oprze się na zdrowiu narodu, ze zdrowia bowiem, jak ze źródła, płyną wszystkie dobrodziejstwa— i praca wydatna i dobrobyt i oświata.

Jeżeli przeto mowa jest dzisiaj o odbudowie kraju, to odbudowywać trzeba nietylko zniszczone przez wojnę wsi i miasta, ale i—również zniszczone—zdrowie ludzkie.

Pod hasłem tak pojętej odbudowy obradował w Warszawie od d. 29-go czerwca do d. 1-go lipca Zjazd hygienistów polskich, zastanawiając się w pierwszej mierze nad zasadami przyszłego prawodawstwa w zakresie zdrowotności.

Dziedzina to pracy niesłychanie ważna. Uwstecznienie kraju naszego w tym kierunku zna-my aż nadto dobrze. Od szeregu lat publicystyka polska zwracała uwagę na opłakany stan fizyczny naszego ludu, na złe warunki zdrowotne naszych wielkich miast i miasteczek, na zaniedbanie i brud, panujący w chacie wiejskiej, a genialny nauczyciel narodu, niezapomniany Bolesław Prus, korzystał z każdej sposobności, aby nawoływać społeczeństwo do czujności i otwierać mu oczy na groźne następstwa zwyrodnienia rasy polskiej, która potędze cywilizacyjnej i kulturalnej sąsiadów długo jeszcze przeciwstawiać będzie musiała przedewszystkiem swoją liczebność i silę mięśni.

Niestety, warunki, w jakich rozwijało się nasze życie przed wojną, nie pozwalały na pro-wadzenie szerokiej akcyi społecznej nawet w za-kresie podstawowych wymagań hygieny. Nie mieliśmy i nie mogliśmy mieć nowoczesnych przepisów budowlanych po miastach, nie mieliśmy i nie mogliśmy mieć prawodawstwa fabrycznego, zgodnego z potrzebami naszej ludności robotniczej, nie mieliśmy i nie mogliśmy mieć organizacyi sanitarnej powiatowej i gminnej, choćby wzorowanej na tem, co zdobyły dla siebie zieinstwa rosyjskie. I rzecz najboleśniejsza dla nas—pod tym względem staliśmy niżej nawet od Rosyi.

Była w tem specyalna tendcncya i specyalna polityka administracyi, która wiązała społeczeństwu ręce i nie dopuszczała inicyatywy prywatnej do pracy. Była w tem jednak i nasza wina, polegająca na przyzwyczajeniu się do istniejącego „nieporządku”, na biernem opuszczeniu rąk, zniechęconych do przezwyciężenia przeszkód.

A jednak przeszkody te można było w pewnej mierze zwyciężać. Świadczy o tem 19-letnia działalność Warszawskiego Towarzystwa hygienicznego, które w okresie swego istnienia, poczynając od r. 1898 do dnia dzisiejszego potrafiło założyć w kraju trwałe podwaliny ideowe, nie-zbędne do przyszłej pracy pozytywnej.

Instytucyi tej, pod której egidą odbył się także Zjazd obecny, zawdzięczamy niewątpliwie fakt, że, wchodząc w nowy okres życia narodowe-go, jesteśmy teoretycznie przynajmniej przygotowani do podjęcia oczekujących nas zadań. Wiemy co i jak czynić należy, aby wydobyć kraj z obecnych stosunków, które w obliczu klęsk wojennych nabrały grozy, przemawiającej wyraźnie i jasno do wszystkich.

Nie mamy ani jednego dnia do stracenia. Bieda i nędza, którym towarzyszy cały szereg chorób—a przedewszystkiem gruźlica, i choroby weneryczne—grożą szerokim warstwom ludności polskiej zwyrodnieniem, a narodowi klęską naj-większą i najdotkliwszą, jaka go po wojnie spotkać może—uszczupleniem jego sił.

Wydajność naszej pracy—i tak w porównaniu z innymi narodami bez porównania mniejsza —o ileby spaść miała poniżej normy dotychczasowej, uczyni z nas naród niezdolny do współzawodnictwa, skazany na ubóstwo, a stąd na wieczne wleczenie się w ogonie narodów Europy.

Silni dotychczas liczebnie i opierający rachunek swój na przyszłość na stałym przyroście rocznym, już teraz, podczas wojny, przekonaliśmy się, że statystyka pewnego dnia może nam udowodnić, że stoimy wobec zjawiska depopulacyi.

Ludność Królestwa spadła i ubytek ten z każdym dniem wzrasta. Niedobór urodzeń, przy jednoczesnem zwiększaniu się śmiertelności dość znacznie, każe nam zastanowić się już dzisiaj nad radykalnymi środkami ratunkowymi.

Nad obmyśleniem tych środków wre praca w całej Europie. Myśl obywatelska, poparta przez myśl państwową, szuka dróg odrodzenia. Troska o człowieka wzrasta. Zdrowa i piękna fizycznie rasa staje się dążeniem wszystkich świadomych dróg swoich społeczeństw, widzących jasno, że jutro należy do narodów silnych i pełnych wiary w siebie. A siłę i wiarę daje tylko zdrowie.

Ziemia nasza jest bogata i piękna, a klimat jej sprzyja zdrowiu. Ludność nasza, zwłaszcza wiejska, ma doskonałe warunki istnienia. Trzeba tylko usunąć ze wsi i z miasta to, co warunki te psuje, to znaczy brud i niechlujstwo, z których rodzą się wszelkie choroby. Po oczyszczeniu tej stajni Augiaszowej będziemy mogli z otuchą patrzeć przed siebie. Dzisiaj jednak nikt nie może rąk zakładać. Sprawa zdrowia narodowego obchodzi naród, jako całość, i każda jednostka, która posiada świadomość swojej przynależności do narodu, powinna stanąć ochotnie do wspólnej pracy nad uzdrowieniem kraju.

Do tej właśnie pracy powołują nas uchwały Zjazdu.

Tygodnik Illustrowany, 7/13-07-1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.